Człowiek w poszukiwaniu sensu – twórczość literacka Ezo Oneir

Rozmowa z Agnieszką Mlicką-Ezooneir, autorką powieści „Architekci Nowej Ziemi”, pierwszego tomu serii „Kroniki kosmicznej świadomości”, oraz wcześniejszego cyklu „Chiron w Rybach”.

„Architekci Nowej Ziemi” to książka, która powstała z potrzeby powieści o współczesnej duchowości, kosmicznej świadomości i ludziach próbujących rozszyfrować naturę rzeczywistości. Kryje się w niej pytanie znacznie starsze niż wszystkie modne koncepcje rozwoju osobistego: „Jak żyć w świecie, który nie daje nam ostatecznych gwarancji?”.

Agnieszka Mlicka-Ezooneir, autorka wcześniejszego cyklu powieści egzystencjalno-duchowych „Chiron w Rybach”, ponownie przygląda się człowiekowi poszukującemu sensu. Tym razem jej bohaterka, Ewa, przemierza krajobraz współczesnych przekonań, spotyka ludzi budujących własne wizje świata i obserwuje, jak potrzeba zrozumienia potrafi przeobrazić się w potrzebę absolutnej pewności.

Autorka nie staje po stronie łatwego sceptycyzmu ani bezkrytycznej wiary. Interesuje ją przestrzeń pomiędzy nimi, w której człowiek musi zmierzyć się z własną wolnością, lękiem i odpowiedzialnością. To perspektywa bliska egzystencjalizmowi, choć wyrażona językiem współczesnych duchowych poszukiwań.

Rozmawiamy o duchowości, która nie zawsze prowadzi do mądrości, o filozofii, która nie obiecuje pocieszenia, i o człowieku, który wciąż próbuje odnaleźć swoje miejsce we wszechświecie.


W powieści „Architekci Nowej Ziemi” przyglądasz się ludziom, którzy szukają odpowiedzi na pytania o pochodzenie świata, naturę rzeczywistości i własne miejsce w kosmosie. Co skłoniło Cię do podjęcia właśnie tego tematu?

Od dawna interesuje mnie nie tyle sama odpowiedź, ile człowiek, który jej potrzebuje. Fascynuje mnie to, co dzieje się z nami w obliczu niepewności, jak konstruujemy własne wyobrażenia o świecie i dlaczego niektóre z nich stają się dla nas tak ważne, że przestajemy dopuszczać możliwość ich zakwestionowania.

Współczesny człowiek ma dostęp do ogromnej liczby koncepcji wyjaśniających rzeczywistość. Może sięgać po naukę, filozofię, religię, psychologię, mistykę czy rozmaite nurty duchowości alternatywnej. Paradoks polega na tym, że mnogość dostępnych odpowiedzi niekoniecznie przynosi większe zrozumienie. Niekiedy pogłębia zagubienie, ponieważ każda kolejna interpretacja obiecuje nam coś, czego bardzo pragniemy: poczucie, że świat jest uporządkowany, że nasze doświadczenia mają określony sens i że istnieje jakiś plan, którego jeszcze nie potrafimy odczytać.

Zaczęłam się zastanawiać, co właściwie mówi nam ta potrzeba. Czy rzeczywiście odkrywamy kolejne warstwy rzeczywistości, czy może przede wszystkim odsłaniamy kolejne warstwy ludzkiej psychiki? Nie chcę z góry przesądzać odpowiedzi. Właśnie dlatego napisałam powieść, a nie traktat, w którym mogłabym narzucić czytelnikowi gotową interpretację.

Literatura pozwala mi umieścić obok siebie ludzi, którzy patrzą na świat zupełnie inaczej, i sprawdzić, co wydarzy się w przestrzeni między nimi. Interesuje mnie człowiek w jego sprzecznościach, nie zaś system, który obiecuje wyjaśnić wszystkie sprzeczności za jednym razem.

W Twoim spojrzeniu na duchowość wyraźnie pobrzmiewa egzystencjalizm. Czy określiłabyś siebie jako egzystencjalistkę?

Tak. Egzystencjalizm jest mi bliski, ponieważ nie odbiera człowiekowi prawa do tajemnicy, ale też nie pozwala mu bez końca ukrywać się za cudzymi odpowiedziami. Przypomina, że istnienie nie jest gotowym projektem, który wystarczy właściwie odczytać. Żyjemy, dokonujemy wyborów, ponosimy ich konsekwencje, tracimy to, co było dla nas ważne, i próbujemy zrozumieć siebie na nowo. Nie otrzymujemy przy tym gwarancji, że nasze wysiłki doprowadzą nas do upragnionego rezultatu.

Obserwując rozwój duchowy ludzi, coraz częściej dostrzegam, że wiele wniosków przedstawianych dziś jako odkrycia kolejnych etapów świadomości zostało już dawno rozpoznanych i opisanych przez filozofię egzystencji. Człowiek odkrywa swoją sprawczość, uświadamia sobie, że nie może bez końca uzależniać własnego życia od ocen innych, zaczyna rozumieć znaczenie autentyczności i odpowiedzialności. Niekiedy nazywa to przebudzeniem, powrotem do siebie, integracją albo odzyskaniem własnej mocy.

Nie mam nic przeciwko nowym językom opisywania doświadczenia. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zmiana słownictwa zostaje uznana za odkrycie nowej prawdy o człowieku. Jeśli ktoś mówi, że wreszcie przestał żyć cudzym życiem, nie musi oznaczać to, że dotarł do nieznanej wcześniej warstwy kosmicznej świadomości. Być może po prostu zrozumiał coś fundamentalnego o wolności, która zawsze wiąże się z odpowiedzialnością.

Właśnie ten rozdźwięk bardzo mnie interesuje. Obserwuję, jak ludzie przechodzą przez doświadczenia, które skłaniają ich do przewartościowania życia, i widzę, że pod wieloma współczesnymi opowieściami o rozwoju kryją się pytania obecne w filozofii od dawna. Zmieniają się metafory, pojawiają się nowe pojęcia, ale człowiek nadal musi odpowiedzieć sobie na pytanie, co zrobi z własnym istnieniem.

Egzystencjalizm nie jest dla mnie kolejną doktryną, za którą można się schować. Jest raczej przypomnieniem, że nie wszystko da się rozstrzygnąć, a mimo to trzeba żyć. Niepewność nie musi być błędem, który należy za wszelką cenę naprawić. Może być jednym z podstawowych warunków ludzkiego istnienia.

Czy w takim razie duchowość może stać się formą ucieczki od rzeczywistości?

Oczywiście, choć nie powiedziałabym, że musi nią być. Duchowość może pomagać człowiekowi przejść przez trudne doświadczenia, nadać im osobiste znaczenie, odnaleźć język dla przeżyć, których wcześniej nie potrafił nazwać. Może otwierać na innych ludzi, pogłębiać wrażliwość i skłaniać do refleksji nad własnym postępowaniem. Nie chciałabym odbierać nikomu prawa do takich doświadczeń.

Jednocześnie istnieje niebezpieczeństwo, że duchowość stanie się elegancką formą unikania tego, co trudne. Można godzinami mówić o wysokich wibracjach, transformacji świadomości i wyższych wymiarach, a jednocześnie nie umieć przeprowadzić uczciwej rozmowy z bliską osobą, przyznać się do błędu albo zaakceptować faktu, że ktoś nie odwzajemnia naszej miłości. Można opowiadać o bezwarunkowym współczuciu i nie dostrzegać cierpienia człowieka, który stoi tuż obok.

Szczególnie niepokoi mnie sytuacja, w której cierpienie zaczyna być interpretowane jako dowód niedostatecznego rozwoju. Człowiek choruje, traci pracę, doświadcza rozpadu relacji albo śmierci bliskiej osoby, a następnie słyszy, że powinien przepracować własne blokady, zmienić przekonania lub podnieść swoje wibracje. W ten sposób nawet nieszczęście może zostać zamienione w oskarżenie pod adresem osoby, która go doświadcza.

To niebezpieczne uproszczenie. Nie każde cierpienie jest skutkiem naszego błędu, nie każda strata zawiera ukrytą lekcję, a nie każde wydarzenie musi prowadzić do osobistego wzrostu. Czasami spotyka nas coś, czego nie chcieliśmy, na co nie byliśmy przygotowani i czego nie potrafimy od razu zrozumieć. Mamy prawo przeżyć to bez dodatkowego poczucia winy.

Dojrzała duchowość nie powinna odbierać człowiekowi prawa do ludzkiej niedoskonałości. Nie powinna wymagać, byśmy każdą ranę natychmiast przekształcali w źródło światła. Czasem największą odwagą jest przyznać, że coś nas boli, i nie udawać, że potrafimy już dostrzec w tym wyższy sens.

Twoja bohaterka spotyka ludzi, którzy budują bardzo różne wizje rzeczywistości. Nie próbujesz jednak po prostu ich ośmieszyć. Dlaczego?

Ponieważ bardziej niż same przekonania interesuje mnie potrzeba, która za nimi stoi. Łatwo jest wyśmiać człowieka wierzącego w coś, czego sami nie uznajemy za prawdopodobne. Znacznie trudniej zadać sobie pytanie, dlaczego ta wiara stała się dla niego tak ważna.

W „Architektach Nowej Ziemi” spotykamy ludzi, którzy próbują odnaleźć porządek w rzeczywistości wydającej się coraz bardziej skomplikowana. Niektórzy szukają go w teoriach spiskowych, inni w duchowych przekazach, jeszcze inni w koncepcjach dotyczących natury wszechświata. Ich interpretacje bywają skrajne, czasem absurdalne, niekiedy budzą niepokój. Nie oznacza to jednak, że sama potrzeba poszukiwania jest czymś śmiesznym.

Człowiek od zawsze tworzył opowieści, które pomagały mu oswoić niewidzialne. Budował systemy religijne, filozoficzne i kosmologiczne, próbując odpowiedzieć na pytania o początek, kres oraz miejsce własnego istnienia. Współczesność nie zlikwidowała tej potrzeby. Dostarczyła jej jedynie nowych narzędzi i nowych kanałów komunikacji.

Warto jednak rozróżnić otwartość na tajemnicę od bezkrytycznego przyjmowania twierdzeń o świecie. Możemy uznawać, że rzeczywistość nie została przez nas ostatecznie poznana, a jednocześnie domagać się uzasadnienia dla konkretnych twierdzeń. Możemy szanować czyjeś doświadczenie, nie uznając automatycznie jego interpretacji za prawdę obiektywną.

To rozróżnienie jest dla mnie niezwykle istotne. Nie chcę odbierać ludziom prawa do poszukiwania, ale nie chcę też rezygnować z myślenia tylko dlatego, że jakaś opowieść została przedstawiona jako przekaz pochodzący z wyższego poziomu świadomości.

Powieść pozwala mi pokazać, że za potrzebą posiadania odpowiedzi często kryje się lęk przed światem, nad którym nie mamy pełnej kontroli. Być może właśnie dlatego tak bardzo pragniemy wierzyć, że ktoś zna plan, potrafi odczytać znaki i wie, dokąd zmierzamy. Nie zawsze szukamy prawdy. Czasami szukamy przede wszystkim ulgi.

W książce pojawia się również pytanie o Boga. Czy współczesny człowiek odchodzi od wiary, czy raczej szuka jej na nowo?

Nie jestem przekonana, czy potrafimy dziś jednoznacznie powiedzieć, co właściwie oznacza odchodzenie od wiary. Możemy obserwować przemiany religijności, osłabienie znaczenia niektórych instytucji i rosnącą różnorodność indywidualnych przekonań. Trudniej jednak stwierdzić, że wraz z tymi zmianami znika sama potrzeba transcendencji.

W moim odczuciu współczesny człowiek coraz częściej próbuje znaleźć własny język dla doświadczeń, które wcześniej opisywał za pomocą odziedziczonych pojęć religijnych. Jedni odnajdują się w tradycji, inni ją odrzucają, jeszcze inni próbują połączyć elementy różnych systemów. Niektórzy mówią o Bogu, inni o świadomości, Źródle, miłości czy tajemnicy. Są również ludzie, którzy nie potrafią już wypowiedzieć słowa „Bóg”, choć nadal zadają pytania, które od wieków należały do przestrzeni religii i filozofii.

Nie chciałabym sprowadzać tych zjawisk do jednej diagnozy. Interesuje mnie raczej moment, w którym człowiek odkrywa, że nie może już bez zastrzeżeń posługiwać się dawnymi odpowiedziami, ale wcale nie przestał zadawać pytań.

W „Architektach Nowej Ziemi” duchowość nie zostaje przedstawiona jako prosta alternatywa dla religii. Obie przestrzenie mogą nieść pocieszenie, ale żadna nie powinna być zwolniona z refleksji. Podobnie jest z filozofią: nie daje nam ona automatycznie dostępu do ostatecznej prawdy, lecz pomaga rozpoznać, jakie założenia przyjmujemy i jakie konsekwencje wynikają z naszych przekonań.

Nie wiem, czy jesteśmy świadkami narodzin nowej formy duchowości, czy raczej kolejnego etapu w odwiecznym procesie poszukiwania sensu. Wiem natomiast, że nie należy mylić braku wspólnego języka z brakiem pytań. Człowiek może utracić pewność, nie tracąc tęsknoty za czymś, co przekracza granice jego codziennego doświadczenia.

Ewa nie szuka już wyłącznie ukojenia. Chce zrozumieć, skąd pochodzimy i dlaczego jesteśmy. Czy ta zmiana oznacza również zmianę w Twoim sposobie opowiadania o człowieku?

Tak. W moich wcześniejszych powieściach, składających się na cykl „Chiron w Rybach”, wiele miejsca poświęciłam doświadczeniom granicznym, stracie, zranieniu i próbom odzyskania siebie po wydarzeniach, które podważyły dotychczasowy porządek życia. Interesowało mnie wówczas to, jak człowiek radzi sobie z rozpadem własnego świata, jak przepracowuje przeszłość i czy potrafi na nowo odnaleźć w sobie przestrzeń dla nadziei.

„Architekci Nowej Ziemi” przesuwają punkt ciężkości. Ewa nie jest już wyłącznie osobą próbującą uporządkować własne doświadczenia. Staje się również obserwatorką współczesności, a jej osobiste pytania prowadzą ją ku szerszej refleksji nad tym, jak ludzie tworzą opowieści o świecie i jak bardzo potrzebują w nie wierzyć.

Zaczęło mnie interesować, co dzieje się z człowiekiem, który wiele już przeżył, przeszedł przez rozczarowania, poznał różne sposoby myślenia, a mimo to nadal chce rozumieć więcej. Czy zdobyte doświadczenie daje mu większą odporność na iluzje? Czy przeciwnie, sprawia, że staje się bardziej podatny na obietnicę czegoś, co wreszcie uporządkuje wszystkie wcześniejsze doświadczenia?

Nie ma na to jednej odpowiedzi. Doświadczenie może uczyć pokory, ale może też prowadzić do przekonania, że skoro tyle już przeszliśmy, zasługujemy na szczególną wiedzę. Możemy stać się bardziej uważni, a jednocześnie zamknąć się w przekonaniu o własnej wyjątkowości.

Dlatego zależało mi, aby Ewa nie była bohaterką, która z góry wie więcej od wszystkich spotykanych ludzi. Jej przewagą nie jest posiadanie ostatecznej odpowiedzi. Jest nią zdolność obserwowania, porównywania i poddawania w wątpliwość również tych interpretacji, które sama wcześniej uznawała za przekonujące.

To dla mnie ważny etap w pisaniu o człowieku. Nie chcę już wyłącznie opowiadać o tym, jak odnajdujemy siebie po utracie. Interesuje mnie również to, co robimy z odzyskaną wolnością, kiedy nie możemy już zasłonić się przeszłością ani oczekiwać, że ktoś inny wyjaśni nam świat.

Tytuł książki sugeruje, że nowa rzeczywistość jest czymś, co możemy wspólnie zbudować. Kim są zatem Architekci Nowej Ziemi?

To pytanie można rozumieć na kilku poziomach. W powieści pojawiają się ludzie przekonani, że rozpoznali mechanizmy rządzące rzeczywistością, odkryli ukryte zależności albo wiedzą, ku jakiemu przeobrażeniu zmierza świat. Każdy z nich buduje własną mapę, a niektórzy chcieliby, aby pozostali uznali ją za jedyną właściwą.

Tytuł ma jednak również wymiar bardziej uniwersalny. Wszyscy uczestniczymy w tworzeniu świata, w którym żyjemy, choć niekoniecznie w taki sposób, jaki sobie wyobrażamy. Budujemy go poprzez decyzje, relacje, sposób traktowania innych ludzi, opowieści, które przekazujemy dalej, i wartości, którym rzeczywiście pozostajemy wierni.

Nie jestem pewna, czy nowa Ziemia musi oznaczać nową epokę świadomości, przejście do innego wymiaru czy wielką przemianę kosmiczną. Być może powinniśmy zacząć od znacznie mniej spektakularnego pytania: czy potrafimy stworzyć rzeczywistość, w której nie musimy nieustannie walczyć o potwierdzenie własnej racji?

Łatwo marzyć o przebudzeniu całej ludzkości. Znacznie trudniej przyjąć, że zmiana zaczyna się od konkretnych zachowań, a nie od samego przekonania, że osiągnęliśmy wyższy poziom rozwoju. Można deklarować nową świadomość i nadal traktować innych instrumentalnie. Można mówić o jedności, a jednocześnie nie tolerować odmienności. Można pragnąć lepszego świata, nie chcąc rezygnować z własnych przywilejów.

Jeśli więc miałabym szukać odpowiedzi, powiedziałabym, że architektem nowej rzeczywistości nie staje się ten, kto potrafi najpiękniej opowiedzieć o przyszłości, ale ten, kto bierze odpowiedzialność za to, co tworzy w teraźniejszości. Nie potrzebujemy do tego nadzwyczajnych zdolności ani szczególnego statusu duchowego. Potrzebujemy uczciwości, odwagi i świadomości, że nasze wybory mają konsekwencje również dla innych.

Jesteś również wydawczynią. Czy prowadzenie wydawnictwa wpływa na to, jak patrzysz na literaturę i na ludzi, którzy próbują za jej pomocą opowiedzieć własne doświadczenia?

Zdecydowanie. Praca wydawnicza pozwala mi spotykać się z bardzo różnymi ludźmi i historiami, a także obserwować, jak wiele znaczeń może mieć dla autora samo napisanie książki. Dla jednych jest to realizacja wieloletniego marzenia, dla innych próba uporządkowania własnej biografii, przepracowania trudnego doświadczenia albo przekazania czegoś, co w ich przekonaniu powinno zostać zachowane.

Nie każda opowieść musi mieć znaczenie uniwersalne, aby była ważna dla osoby, która ją napisała. Jednocześnie nie każda osobista historia automatycznie staje się literaturą. Pomiędzy doświadczeniem a jego literackim kształtem istnieje przestrzeń pracy, decyzji i odpowiedzialności za słowo.

Jako wydawczyni widzę, jak silna jest potrzeba pozostawienia po sobie śladu. Chcemy, aby ktoś nas przeczytał, usłyszał, zrozumiał. Chcemy nadać własnemu doświadczeniu formę, dzięki której przestanie być wyłącznie naszym prywatnym przeżyciem. Książka może wówczas stać się miejscem spotkania z drugim człowiekiem, nawet jeśli nigdy nie poznamy większości czytelników.

Jest w tym coś bardzo egzystencjalnego. Każdy z nas żyje w określonym czasie, z własną pamięcią, ograniczeniami i perspektywą, której nie da się w pełni przenieść na drugą osobę. Literatura pozwala nam jednak próbować. Tworzymy język dla doświadczeń, które inaczej pozostałyby zamknięte w jednostkowym istnieniu.

Nie chciałabym przy tym idealizować samego aktu publikacji. Książka nie gwarantuje nieśmiertelności, uznania ani zrozumienia. Nie zawsze zmienia świat w sposób, którego oczekuje autor. Mimo to uważam, że warto opowiadać historie, o ile mamy świadomość, że nie posiadamy wyłącznego prawa do prawdy o ludzkim doświadczeniu.

Wydawnictwo jest dla mnie przestrzenią spotkania różnych wrażliwości. W tym sensie jego prowadzenie przypomina mi niekiedy pracę nad powieścią: trzeba umieć słuchać, rozpoznawać różnice i pozostawiać miejsce dla opowieści, które nie muszą być podobne do własnej.

Gdybyś miała wskazać jedną myśl, z którą czytelnik powinien pozostać po lekturze „Architektów Nowej Ziemi”, co by to było?

Nie chciałabym wskazywać jednej myśli, ponieważ byłoby to sprzeczne z intencją tej książki. Zależy mi raczej na tym, aby czytelnik zyskał większą uważność wobec własnych przekonań i potrafił odróżnić potrzebę zrozumienia od potrzeby posiadania pewności.

Nie uważam, że musimy przestać szukać. Przeciwnie, poszukiwanie jest jednym z najważniejszych wymiarów ludzkiego istnienia. Chciałabym jedynie, abyśmy nie tracili pokory wobec pytań, które zadajemy, i nie uznawali każdej odpowiedzi przynoszącej ulgę za prawdę.

Możemy interesować się duchowością, nie rezygnując z krytycznego myślenia. Możemy być otwarci na tajemnicę, nie traktując własnych przeczuć jako dowodów. Możemy wierzyć, wątpić, zmieniać zdanie i przyznawać, że niektóre sprawy pozostają dla nas nierozstrzygnięte.

Być może właśnie tego najbardziej potrzebujemy w świecie pełnym gotowych interpretacji: zgody na to, że nie musimy natychmiast wiedzieć wszystkiego. Nie każda tajemnica wymaga rozwiązania, nie każda niepewność jest zagrożeniem, a nie każda droga musi prowadzić do odkrycia, które odmieni całą rzeczywistość.

Egzystencjalizm przypomina nam, że nawet jeśli nie otrzymamy ostatecznej odpowiedzi na pytanie o sens istnienia, nadal pozostaje nam życie, za które jesteśmy odpowiedzialni. Duchowość może towarzyszyć nam w tej drodze, literatura może pomagać nam rozpoznawać własne doświadczenia, a filozofia może uczyć nas precyzji w zadawaniu pytań. Żadna z tych dziedzin nie musi jednak przejmować za nas ciężaru istnienia.

Nie wiem, czy istnieje jedna prawda, do której wszyscy ostatecznie zmierzamy. Wiem natomiast, że człowiek potrafi bardzo wiele zbudować z własnej potrzeby sensu. Dlatego warto czasem zatrzymać się i zapytać nie tylko o to, w co wierzymy, lecz także o to, dlaczego właśnie w to chcemy wierzyć.

Być może nowa Ziemia nie zacznie się od wielkiego objawienia. Być może zacznie się od chwili, w której przestaniemy udowadniać sobie nawzajem, kto posiada prawdę, i nauczymy się rozmawiać mimo różnic. Nie dlatego, że wszystkie przekonania są jednakowo słuszne, ale dlatego, że żaden człowiek nie powinien przestawać myśleć tylko po to, aby poczuć się bezpiecznie.

A jeśli „Architekci Nowej Ziemi” pozostawią czytelnika z jakimś niepokojem, chciałabym, aby był to niepokój twórczy. Taki, który nie odbiera nadziei, lecz skłania do uważniejszego życia. Nie potrzebujemy przecież odpowiedzi na wszystkie pytania, aby zacząć odpowiedzialnie kształtować świat, który jest nam dany.


Agnieszka Mlicka-Ezooneir – autorka i wydawczyni związana z Grupą Wydawniczą Ezooneir. Autorka cyklu powieści egzystencjalno-duchowych „Chiron w Rybach” oraz powieści „Architekci Nowej Ziemi”, otwierającej serię „Kroniki kosmicznej świadomości”. W swojej twórczości podejmuje temat ludzkiego istnienia, poszukiwania sensu, duchowości i granic poznania. Interesuje ją człowiek stojący pomiędzy potrzebą wiary a koniecznością samodzielnego myślenia, pomiędzy pragnieniem pewności a doświadczeniem nieusuwalnej niepewności.

Skomentuj