Kiedy poznałam Bogumiłę Jankowską, żadna z nas nie wiedziała jeszcze, że nasze spotkanie doprowadzi do powstania tej książki. Poznałyśmy się przy okazji zbiorowego projektu literackiego, w którym Pani Bogumiła była jedną ze współautorek. Dość szybko stało się dla mnie jasne, że jej historia nie mieści się w ramach wspólnej publikacji. Było w niej zbyt wiele osobistych doświadczeń, wspomnień, refleksji, rodzinnych opowieści i zapisków, które potrzebowały własnej przestrzeni. Rozmawiałyśmy o tym, że z tej historii powinna powstać oddzielna książka. Dziś trzymamy w rękach „Po omacku. W poszukiwaniu łagodności” – książkę, która okazała się nie tylko opowieścią o życiu jednej kobiety, lecz także zapisem drogi, którą wielu z nas może rozpoznać jako własną.
Bogumiła Jankowska zaprasza czytelnika do swojej historii bez pozy osoby, która już wszystko wie. Przeciwnie – tytułowe „po omacku” jest bardzo świadomym określeniem tej drogi. Autorka od lat mierzy się z chorobą wzroku, która sprawia, że świat nie zawsze jest dla niej dostępny w oczywisty sposób. Z czasem dostrzega jednak, że także życie emocjonalne i wewnętrzne może przypominać poruszanie się w półmroku: z ostrożnością, niepewnością, czasem lękiem, a czasem zaufaniem do własnej intuicji. Pisze o różnicy między byciem „po omacku” a działaniem „na oślep” – między uważnym szukaniem drogi a próbą nieustannego naprawiania rzeczywistości.
To książka o dojrzewaniu do łagodności. Nie tej rozumianej jako rezygnacja z siebie, lecz jako coraz bardziej uważne przyglądanie się własnemu życiu. Autorka wraca do dzieciństwa, relacji rodzinnych, macierzyństwa, doświadczeń związanych z własnym ciałem, chorobą i poczuciem własnej wartości. Pisze również o tym, co można odzyskać po latach: kontakt ze sobą, zgodę na własne tempo, wdzięczność, bliskość i prawo do tego, by nie zawsze być silną. W jednym z najbardziej osobistych fragmentów opowiada o doświadczeniu porodu, który zakończył się walką o życie, a także o bliznach, których przez lata nie potrafiła dotykać inaczej niż z lękiem. Dziś patrzy na nie z większą czułością.
Ważne miejsce zajmują w książce kobiety i pamięć o kobietach. Matka, babcia, córka, wnuczki, przyjaciółki, kobiety spotkane na drodze. Pojawiają się historie rodzinne sięgające czasów wojny, opowieść o Wandzie, wspomnienia dziadka i doświadczenia kolejnych pokoleń. Nie są to jednak suche kronikarskie zapisy. Autorka wydobywa z rodzinnych historii emocje, gesty i drobne obrazy, które przetrwały w pamięci – zapach czekolady i wody kolońskiej dziadka, jego radość na widok wnuczki, listy pisane z niewoli, lęk dziecka podczas wojny. Właśnie z takich szczegółów buduje się pamięć, która nie jest już tylko historią rodziny, ale częścią własnej tożsamości.
„Po omacku” ma jednak jeszcze jedną warstwę. To książka o przekazywaniu mądrości. O tym, co dorosła kobieta może dać kolejnemu pokoleniu, kiedy sama zaczyna lepiej rozumieć swoją drogę. Dlatego w trzeciej części pojawiają się bajki, wiersze i opowieści pisane z myślą o wnukach. Są tu historie o czułości, uważności, bliskości i odwadze, ale także dziecięca wyobraźnia i prostota, której dorośli często muszą uczyć się na nowo. Autorka nazywa tę część „Lekcje uważności i miłości – bajki z serca babci Miłki”.
Jest w tej książce również dużo zwyczajnego życia. Kotka Moli, która przypomina, że można jeść powoli, szukać słońca, siadać tam, gdzie jest wygodnie, dbać o siebie i żyć w naturalnym rytmie. Kawa wypita w dobrym towarzystwie. Rower wnuka. Kwiaty. Przyroda. Wiersz zapisany pod wpływem chwili. To właśnie te drobne rzeczy sprawiają, że opowieść Bogumiły nie staje się wyłącznie książką o trudnych doświadczeniach. Jest także opowieścią o odnajdywaniu radości w tym, co blisko.
Czwarta część książki jest niczym otwarcie starego pamiętnika. Znajdziemy w niej wiersze i zapiski powstające na przestrzeni wielu lat – od roku 1974, przez kolejne dekady, aż po rok 2025. Młoda Bogumiła i dojrzała Bogumiła spotykają się tutaj na tych samych stronach. Zmienia się język, perspektywa, doświadczenie, ale pozostaje potrzeba zapisywania tego, co ważne.
I chyba właśnie dlatego „Po omacku” nie jest książką, którą trzeba czytać od początku do końca w jednym rytmie. Można zatrzymać się przy rodzinnej opowieści, wrócić do wiersza, przeczytać jedną z bajek wnukom albo odnaleźć w którymś z zapisków własne pytanie. To książka zbudowana z wielu form, ale wszystkie prowadzą w podobnym kierunku: ku większej uważności na siebie i drugiego człowieka.
Kiedy pracowałyśmy nad książką, zależało mi, aby nie wygładzić jej osobistego charakteru. Historia Bogumiły miała pozostać jej historią – z jej pamięcią, wrażliwością, sposobem patrzenia i językiem. Moim zadaniem jako Wydawcy było raczej pomóc tej opowieści znaleźć odpowiednią formę i przestrzeń, w której będzie mogła wybrzmieć.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że bardzo się cieszę, że podczas tamtego pierwszego spotkania zobaczyłyśmy w jej historii coś więcej niż jeden tekst do wspólnej książki. „Po omacku” jest osobną drogą. Drogą przez wspomnienia, rodzinę, kobiecość, macierzyństwo, blizny, chorobę, miłość, dzieciństwo, wnuki, naturę i słowa zapisywane przez ponad pół wieku.
A przede wszystkim jest to droga w stronę łagodności. Nie zawsze trzeba widzieć całą ścieżkę. Czasem wystarczy zrobić następny krok.
Fragment opisu wydawniczego
Po omacku. W poszukiwaniu łagodności to osobista, szczera i pełna czułości opowieść o drodze, którą każdy z nas w pewnym sensie przechodzi – od życia według oczekiwań innych do spotkania z samym sobą.
Bogumiła Jankowska ma 67 lat. Od dzieciństwa mierzy się z postępującą chorobą wzroku, a przez większą część życia także ze wstydem, lękiem i przekonaniem, że musi być silna, pomocna, dzielna i zawsze gotowa ratować innych. W pewnym momencie odkrywa jednak, że można przeżyć życie inaczej. Wolniej. Uważniej. Bez ciągłego udowadniania swojej wartości. Z prawem do słabości, pomyłek, odpoczynku i proszenia o pomoc.
Tytułowe „po omacku” ma tu znaczenie dosłowne i symboliczne. Jest doświadczeniem kobiety, która uczy się świata dotykiem i intuicją, ale także metaforą życia bez pewności, bez gotowej mapy i bez odpowiedzi na wszystkie pytania. Autorka przeciwstawia mu „działanie na oślep” – pęd, nadmierną kontrolę i potrzebę naprawiania wszystkiego wokół siebie. Z czasem odkrywa, że prawdziwa siła może wyglądać zupełnie inaczej: jak zatrzymanie, oddech, przyjęcie rzeczywistości i zgoda na to, że nie wszystko należy do nas.
Książka jest także opowieścią o kobietach – tych współczesnych i tych, które żyły przed Autorką. O matkach, babkach, córkach i wnuczkach. O rodzinnych historiach, wojennych doświadczeniach, dziedziczonych lękach, kobiecej sile, bliznach i potrzebie ciepła. O tym, jak wraz z poznawaniem własnych korzeni można zacząć patrzeć na przodków nie tylko przez pryzmat ich błędów, ale również ran, które sami nieśli.
Po omacku nie jest jednak wyłącznie książką o trudnych doświadczeniach. Jest w niej dużo światła: zachwyt nad przyrodą, miłość do córki i wnuków, przyjaźń, kawa, kotka Moli, rodzinne wspomnienia, dziecięca wyobraźnia, poczucie humoru i zwyczajne chwile, które nagle okazują się ważne. Autorka pokazuje, że łagodność nie przychodzi wtedy, gdy życie staje się idealne. Rodzi się wtedy, gdy przestajemy walczyć ze wszystkim, co jest.
Na książkę składają się cztery części. Pierwsza to najbardziej osobista opowieść o chorobie, relacjach, macierzyństwie, poczuciu „niewystarczalności” i odzyskiwaniu siebie. Druga prowadzi przez rodzinne historie i opowieści o kobietach, miłości, stracie, odwadze oraz czułości. Trzecia została pomyślana jako przestrzeń dla wnuków – znajdują się w niej bajki, wiersze i historie przekazujące dzieciom lekcje uważności i miłości. Czwarta gromadzi wiersze oraz zapiski z pamiętników powstające na przestrzeni wielu lat – od młodości po dojrzałość.
To książka o tym, że nie musimy już biec. Że możemy przestać być ratownikami dla całego świata. Że można zobaczyć własną historię – również tę bolesną – i nie odwracać od niej wzroku.
Można iść po omacku. Byle w stronę światła, w stronę łagodności.
