Architekci Nowej Ziemi – pierwszy tom serii „Kronik kosmicznej świadomości”

„Zostaną po nas tomy subiektywnych prawd” – tak napisałam w dedykacji dla przyjaciółki, też pisarki. To było w momencie, gdy wręczyłam Jej w prezencie moją serię powieści „Chiron w Rybach”, opowiadającą o współczesnym wejściu w duchowość zwykłej dziewczyny z korpo. Gdzie jestem po dekadzie w tej tematyce jako pisarka?

Dzisiaj oddaję w Wasze ręce „Architektów Nowej Ziemi”, pierwszą część „Kronik kosmicznej świadomości”. Czuję się rozczarowana tym tematem i chciałam się w ogóle wycofać z pisania. Widzę, jakie historie „najlepiej się sprzedają” i przy każdym zdaniu zastanawiałam się, czy to, co mam do przekazania trafi do kogoś. Nie potrafię pisać bez refleksji. U mnie historie zawsze rozkwitały powoli, a ich siła tkwi przede wszystkim w głębi przemyśleń. Wiele osób w recenzjach twierdzi, że to raczej manifesty, konstrukcja traktatu filozoficznego, bo mało tutaj dreszczyku emocji, chociaż ten może też się pojawić (choć nie musi). Pewnie na starość skończę pisząc już nie prozę, znajdę inną formę dla swoich wynurzeń. To przede mną.

W zasadzie przy każdej mojej powieści mam poczucie, że nie potrafię po prostu napisać kilku zdań w rodzaju: „to jest opowieść o…”, ponieważ im dłużej o niej myślę, tym bardziej widzę, że wszystkie próby sprowadzenia jej do jednego tematu są niesprawiedliwe wobec tego, czym ta historia miała być od początku. Są teorie spiskowe, synchroniczności, pytania o inne cywilizacje, duchowość, Boga klasycznego „z brodą”, świadomość, pamięć, przodków i nasze DNA, a także przyszłość i próby zbudowania życia poza tymi schematami, które znamy. Od początku interesowało mnie… ZMĘCZENIE tymi wszystkimi współczesnymi opowieściami o przebudzeniu, energiach, zmianie świadomości. Interesował mnie człowiek, który patrzy na ten świat, jego mętlik informacyjny i niewystarczające odpowiedzi, które otrzymał wcześniej.

Rzeczy, które przez lata wydawały nam się oczywiste, przestały takie być, ale nie znamy odpowiedzi na pojawiajace się w nas pytania. Właśnie w tej przestrzeni, pomiędzy jednym a drugim, zaczyna się dla mnie najciekawsza część ludzkiego doświadczenia. To również dlatego Ewa nie jest bohaterką, która od początku „wie”. Ona też obserwuje, słucha, sprawdza, czasem się zachwyca, czasem irytuje, ma ochotę uciec od rozmowy i przekracza granice jej własnej wytrzymałości, a przede wszystkim próbuje nie zgubić siebie wśród cudzych przekonań. Denerwowałam się na nią wiele razy. Irytuje mnie jej „niewchodzenie” w to, czego doświadcza. Cedowanie rozmów na przyjaciółkę, wycofywanie się z romantycznych relacji zanim takie mogą się stać. Jest przeżuta i wypluta – jak ja, i już niczego jej do życia nie trzeba, ale jakoś musi do końca dobrnąć, czymś się zająć.

Architekci Nowej Ziemi są dla mnie ludźmi, którzy zrozumieli, że samo pragnienie zmiany rzeczywistości nie wystarczy. Jeżeli naprawdę chcemy żyć inaczej, musimy w pewnym momencie zejść z poziomu idei do poziomu konkretu. Trzeba pomyśleć o ziemi, domu, pieniądzach, pracy, relacjach, prawie, odpowiedzialności, o tym, jak zbudować wspólnotę, która nie rozpadnie się przy pierwszym konflikcie, i jak stworzyć coś, co będzie działało również wtedy, kiedy minie pierwsze uniesienie. W książce bardzo świadomie zestawiłam więc ze sobą dwa światy, które często są od siebie sztucznie oddzielane: duchowość i materię. Nie wierzę w duchowość, która każe człowiekowi uciekać od własnego życia. Jeżeli mamy być bardziej świadomi, to ta świadomość powinna prędzej czy później pojawić się również w sposobie, w jaki zarabiamy pieniądze, budujemy relacje, wychowujemy dzieci, traktujemy ziemię i podejmujemy decyzje.

To zresztą jeden z powodów, dla których tak ważna jest dla mnie filozoficzna warstwa tej historii. Od dawna fascynuje mnie to, że człowiek właściwie od początku swojego istnienia próbuje odpowiedzieć na te same pytania, choć zmieniają się języki, religie, systemy filozoficzne, narzędzia i cywilizacje. Starożytni patrzyli w gwiazdy i szukali w nich bogów oraz znaków, filozofowie próbowali zrozumieć naturę istnienia, religie budowały własne opowieści o początku i końcu świata, a współczesny człowiek ma do dyspozycji teleskopy, fizykę kwantową, sztuczną inteligencję, internet i miliony informacji dostępnych w kilka sekund, a mimo to nadal pyta: skąd jesteśmy, dlaczego istniejemy, czym jest świadomość, czy istnieje coś poza tym, co potrafimy dostrzec, i czy nasze życie ma jakikolwiek sens. Zmieniły się narzędzia, ale nie zmienił się człowiek.

I chyba właśnie tutaj zaczyna się moje osobiste „dlaczego”.

Nie mam potrzeby tworzenia kolejnego systemu, w którym wszystko zostaje wyjaśnione, a kto zadaje niewłaściwe pytanie, ten po prostu „jeszcze nie jest wystarczająco przebudzony”. Bardzo niebezpieczna wydaje mi się każda forma duchowości, która odbiera człowiekowi prawo do wątpliwości, ponieważ w pewnym momencie poszukiwanie zamienia się wtedy w kolejną ideologię, a osoba, która miała szukać prawdy, zaczyna jedynie bronić własnych przekonań. Dlatego w „Architektach” znalazło się tak wiele różnych narracji, czasami zupełnie ze sobą sprzecznych. Chciałam, żeby Czytelnik mógł wejść w nie razem z Ewą i sam zdecydować, gdzie kończy się fascynująca możliwość, gdzie zaczyna projekcja ludzkiego lęku, a gdzie być może rzeczywiście dotykamy czegoś, czego wciąż nie potrafimy nazwać.

Człowiek bardzo źle znosi myśl, że pewnych rzeczy po prostu nie kontroluje. Jeszcze gorzej znosi myśl, że może nie istnieć jedna odpowiedź, która wszystko wyjaśni. Czy „Architekci” cokolwiek wyjaśniają? Nie, pokazują bukiet naszych tez i doświadczeń. Która jest dla Ciebie prawdziwa, to Ty zdecydujesz, Czytelniku…

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim pojawia się… Bóg.

To było dla mnie ważne, ponieważ rozmowa o Bogu stała się dziś w wielu środowiskach czymś znacznie trudniejszym niż rozmowa o energii, poprzednich wcieleniach czy innych wymiarach. Możemy bez większego skrępowania mówić o astrologii, świadomości kwantowej czy kontaktach z innymi cywilizacjami, a jednocześnie przyznanie, że ktoś wierzy w Boga, potrafi wywołać natychmiastową potrzebę zaszufladkowania go jako tępaka o archaicznym myśleniu. Tymczasem pytanie o Boga jest przecież jednym z najstarszych pytań, jakie człowiek w ogóle sobie zadaje, i nie sądzę, żebyśmy mieli je rozwiązać poprzez prosty wybór pomiędzy „wierzę” a „nie wierzę”. Mnie znacznie bardziej interesuje Bóg, którego nie da się zamknąć w definicji faceta z brodą – to oczywiste.

„Architekci Nowej Ziemi” są pierwszym tomem, więc ta historia dopiero się rozpoczyna. Nie zamierzam udawać, że wraz z ostatnią stroną otrzymacie odpowiedź na wszystkie pytania, które pojawiają się po drodze. Mam raczej nadzieję, że będzie odwrotnie — że kilka z nich zabierzecie ze sobą, być może nawet takich, których wcześniej sobie nie zadawaliście.

Ostatecznie chyba właśnie o to mi też chodziło… o stworzenie przestrzeni, w której można się przez chwilę zatrzymać i pomyśleć o tym, co właściwie robimy z własnym życiem, co uznajemy za prawdę, ile z naszych przekonań naprawdę należy do nas, a ile odziedziczyliśmy po rodzinie, kulturze, religii, społeczeństwie czy ludziach, których spotkaliśmy po drodze.


Dodaj komentarz