„Zaryzykuję”. Wywiad z Anetą Laskowską

Książki powstają głównie z potrzeby opowiedzenia ważnej, osobistej historii. Rodzą się z wieloletniego doświadczenia Autora, jego obserwacji i przekonania, że pewnych rzeczy nie powinno się przemilczać… dla dobra innych. „Na własne ryzyko. Prawda o niebezpiecznej magii” Anety Laskowskiej należy do pierwszej i drugiej kategorii.

To książka mocna, bezkompromisowa i bardzo osobista. Autorka pisze o świecie, który od lat jest obecny w jej życiu. Opowiada o intuicji, snach, tarocie, runach, pracy z energią, relacjach między ludźmi, doświadczeniach rodowych i o tym, co sama określa jako „duchową suwerenność”. Nie ukrywa przy tym, że jej własna droga nie była łatwa.

Aneta Laskowska jest nową Autorką naszego wydawnictwa. Zdecydowała się opowiedzieć nam nie tylko o swojej książce, ale również o tym, co doprowadziło ją do miejsca, w którym dziś się znajduje. Serdecznie zapraszamy do przeczytania tego fascynującego wywiadu!


Zacznijmy od początku. Kim byłaś i co przeżyłaś, zanim jeszcze pojawiła się książka „Na własne ryzyko”?

To chyba najtrudniejsze pytanie, bo nie da się opowiedzieć czterdziestu lat życia w kilku zdaniach. Zawsze byłam osobą bardzo skrytą. Nie należałam do ludzi, którzy opowiadają o swoich sprawach każdemu, kto zapyta. Bardzo szybko wyczuwam też ludzi i ich intencje, dlatego nie przed każdym się otwieram.

Ostatnio jednak zaczęłam myśleć, że być może warto część tej historii opowiedzieć. Nie wszystko, bo najtrudniejsze i najbardziej osobiste rzeczy chcę zachować na osobną książkę biograficzną. Ale uznałam, że moje doświadczenia mogą być dla kogoś ważną lekcją. Zwłaszcza dla osoby, która sama znalazła się w momencie, w którym wydaje jej się, że już nie da rady się podnieść.

Czy zainteresowanie światem ezoterycznym pojawiło się u Ciebie dopiero w dorosłym życiu?

Nie. Pierwsze zainteresowania pojawiły się jeszcze w gimnazjum. Interesowałam się wtedy okultyzmem, ale przez wiele lat była to wyłącznie teoria. Bardzo dużo czytałam. Chciałam zrozumieć, jak funkcjonuje ta niewidoczna strona świata. Nie odprawiałam wtedy rytuałów.

Duże znaczenie miało też miejsce, z którego pochodzę. Jestem z Podkarpacia, z okolic Przemyśla i Jarosławia. Dorastałam więc wśród tradycji, które były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Z czasem zaczęłam analizować te zwyczaje i szukać ich starszych źródeł. To również wpłynęło na moje zainteresowania.

A sny? W Twojej historii zajmują bardzo ważne miejsce.

Tak. Sny były ze mną właściwie od dziecka. Były niezwykle wyraźne i czasami miały charakter ostrzegawczy. Zdarzało mi się wiedzieć o czymś wcześniej, zanim wydarzyło się to w rzeczywistości. Pamiętam sytuację, kiedy wiedziałam, że ktoś mnie okradnie, zanim ta osoba tego dokonała.

Co ciekawe, pamiętam swoje sny sprzed wielu lat. Kiedy zbliżałam się do czterdziestki, zaczęłam analizować je z perspektywy całego życia. Dopiero wtedy zobaczyłam między nimi pewne zależności. Dzisiaj uważam, że intuicja i sny bardzo mi pomogły.

W książce opisujesz również bardzo trudne doświadczenia osobiste. Jak bardzo wpłynęły one na późniejszą drogę?

Ogromnie. Miałam przez wiele lat męża, który znęcał się nade mną psychicznie. Ktoś, kto tego nie przeżył, może nie rozumieć, jak bardzo to niszczy człowieka od środka, jak zabiera całą pewność siebie i siłę do życia. Do tego doszły potworne tragedie osobiste – przeżyłam dwa poronienia. To jest ból, którego nie da się opisać słowami, ból, który zostaje w kobiecie na zawsze. Jakby tego było mało, zaliczyłam w życiu ogromne upadki finansowe. I to nie były jakieś małe problemy z brakiem parunastu złotych, to były gigantyczne kryzysy, gdzie człowiek tracił grunt pod nogami i nie wiedział, co będzie jutro. Były w moim życiu takie momenty, że byłam już tak potwornie zmęczona tym wszystkim, tą ciągłą szarpaniną i problemami, że chciałam po prostu pójść w jedną stronę. W tę stronę, która wtedy wydawała się lepsza, bo
przyniosłaby spokój i koniec tego całego cierpienia. Każdy, kto był na samym dnie, wie, o czym mówię.

Ale przetrwałam. I właśnie z tego doświadczenia wyniosłam przekonanie, że człowiek może znaleźć w sobie siłę nawet wtedy, kiedy wydaje mu się, że znalazł się już na samym dnie.

Nie chcę opowiadać całej tej historii w wywiadzie, bo ona wymaga osobnej książki. „Na własne ryzyko” jest o czymś innym, choć oczywiście moje życie jest z nią bardzo mocno związane.

Pierwszy kontakt z kartami miałaś bardzo wcześnie…

Miałam piętnaście lat. Zaczynałam od zwykłych kart klasycznych, takich do grania. Na nich uczyłam się pierwszych, bardzo prostych wróżb. Później ta droga zaczęła się rozwijać. Przeszłam przez teorię, obserwację życia, własne doświadczenia, dramaty i błędy.

Dzisiaj pracuję z tarotem i runami. I jest to dla mnie bardzo ciekawe, bo pochodzę z regionu, który kulturowo jest znacznie bliższy Słowacji niż Skandynawii, a mimo to właśnie nordyckie runy są tym systemem, z którym czuję bardzo silną więź. One do mnie po prostu mówią, rozumiem ich energię i czuję z nimi niesamowite połączenie. Jeśli dołożymy do tego wszystkiego jeszcze numerologię i psychogenealogię, czyli badanie tego, co ciągnie się za nami z naszych rodzin i od naszych przodków, to moje życie można porównać do takiego prawdziwego rollercoastera. Ale takiego, który rządzi się swoimi własnymi prawami, na które czasem nie mamy absolutnie żadnego wpływu. I w tym rollercoasterze naprawdę lepiej mieć dobrze zapięte pasy, bo inaczej człowiek po prostu nie przeżyje tych wszystkich zakrętów.

W książce określasz swoją pracę mianem rzemiosła. Dlaczego, co to właściwie znaczy?

Bo nie postrzegam jej jako zabawy ani efektownego rytuału. Dzisiaj moja praca to świadoma, codzienna praktyka. Tarot i runy są dla mnie narzędziami, poprzez które odczytuję rzeczywistość i pracuję z ludźmi.

W swojej pracy spotykam osoby, które przychodzą z bardzo różnymi problemami. Część potrzebuje doradztwa i diagnozy, inni pojawiają się w stanie, który sama określam jako energetyczną rozsypkę. Wtedy zajmuję się między innymi tym, co postrzegam jako skutki nieprawidłowo wykonanych praktyk czy rytuałów.

Czy właśnie dlatego tak mocno ostrzegasz przed traktowaniem ezoteryki jak zabawy?

Tak. To jeden z najważniejszych powodów, dla których napisałam tę książkę.

Uważam, że ogromnym problemem jest przekonanie, że wystarczy przeczytać kilka stron w internecie, kupić książkę, zapalić świeczkę, narysować symbol i można zacząć praktykować. Z mojej perspektywy to bardzo niebezpieczne podejście.

Dlatego „Na własne ryzyko” nie miało być kolejnym lekkim poradnikiem ezoterycznym. Chciałam pokazać również odpowiedzialność, konsekwencje i BHP pracy, które w tej przestrzeni uważam za niezwykle istotne.

Sama książka jest bardzo obszerna i dotyka wielu tematów. Od czego właściwie zaczyna się ta podróż?

Od świata poza zmysłami i od moich własnych doświadczeń. Piszę o intuicji, snach, doświadczeniach z dzieciństwa, więzach rodowych, pamięci miejsc, tarocie i runach. Później książka przechodzi w coraz bardziej zaawansowane zagadnienia związane z praktyką magiczną.

Są tam również tematy bardzo kontrowersyjne, między innymi moje spojrzenie na religijne rytuały, relacje, uzależnienia, energetyczne zależności, magię cmentarną czy duchowe przywództwo.

Nie jest to więc książka o jednym zagadnieniu, raczej próba pokazania całego świata, w którym pracuję.

„Na własne ryzyko” to przede wszystkim ostrzeżenie, ale jednocześnie książka bardzo mocno mówi o wolności...

Dla mnie jedno wiąże się z drugim. Jeśli człowiek chce być naprawdę wolny, musi również przyjąć odpowiedzialność za własne decyzje.

Cała książka zmierza w stronę tego, co nazywam duchową suwerennością. W ostatniej części mówię wprost o wolnej woli i o tym, że człowiek powinien przestać oddawać swoją sprawczość innym.

To zresztą jest dla mnie bardzo osobiste. Przez wiele lat uczyłam się stawiać granice. Uważam, że własna przestrzeń jest czymś, czego trzeba świadomie bronić.

Pomyślałam: „zaryzykuję” i napiszę książkę. W pewnym momencie uznałam, że samo pisanie krótkich tekstów w internecie już mi nie wystarcza. Chciałam wyłożyć wszystkie karty na stół i powiedzieć dokładnie to, co przez lata obserwowałam w swojej pracy.

Nie zastanawiałam się już, czy wszystkim się to spodoba. Ja się otwieram przed redakcją i przed ludźmi tylko dlatego, że czuję, że ten mój bagaż doświadczeń i ta wiedza, którą zdobywałam przez lata, mogą komuś pomóc otworzyć oczy. Pokazuję tyle, ile mogę, bo to jest mój warsztat i moja praca, ale moje najgłębsze tajemnice i sekrety i tak zostaną tylko dla mnie.

Czy dlatego ta książka jest tak mocna w tonie?

Tak. Ona miała być bezkompromisowa. Nie chciałam pisać książki, która będzie dla wszystkich wygodna. Chociaż widzę po redakcji wydawniczej, że niektóre moje teksty okazały się za mocne 🙂

Nie oczekuję też, że każdy czytelnik przyjmie moje poglądy. Sama mówię w swojej historii, że nie każdy musi chcieć o tym słuchać i że ludzie mają prawo uważać te rzeczy za niepotrzebne albo uznać je za bajki. Ja pokazuję własną perspektywę.

A czego najbardziej chciałabyś, żeby czytelnik doświadczył po przeczytaniu „Na własne ryzyko”?

Żeby zaczął zadawać pytania.

Nie chcę, żeby ktoś bezrefleksyjnie uwierzył we wszystko, co napisałam. Chcę, żeby zaczął przyglądać się własnemu życiu, relacjom i granicom, temu, co go wzmacnia, a co odbiera mu siłę.

Ta książka jest ostrzeżeniem, ale jest też opowieścią o odpowiedzialności. O tym, że wejście w jakąś przestrzeń wymaga wiedzy, pokory i świadomości konsekwencji.

Tego nauczyło Cię własne życie…

Tak, przede wszystkim tego, żeby ważyć słowa i brać odpowiedzialność za to, co wysyłamy w świat. Nauczyło mnie też, że można przeżyć rzeczy, które w pewnym momencie wydają się nie do przeżycia.

Mam za sobą wiele zakrętów. Czasami bardzo ostrych. Ale właśnie dlatego dziś patrzę na swoje doświadczenia inaczej. Nie chcę wymazywać tego, co się wydarzyło, ale zrozumieć, czego mnie to nauczyło. Do czego było to potrzebne.

Czy „Na własne ryzyko” jest więc bardziej książką o magii, czy o człowieku?

Myślę, że ostatecznie o człowieku.

Magia jest językiem, którym opisuję rzeczywistość, w jakiej pracuję i której doświadczam. Ale pod spodem są bardzo ludzkie tematy: strach, relacje, granice, poczucie własnej wartości, zależność, odpowiedzialność, cierpienie i potrzeba odzyskania wpływu na własne życie.

Dlatego ta książka nie jest dla mnie wyłącznie opowieścią o świecie ezoterycznym. Jest również zapisem mojej drogi.

A ta droga nadal trwa.

Bardzo dziękuję, Aneto, za tak osobiste podzielenie się swoim doświadczeniem z naszymi Czytelnikami.


Książkę „Na własne ryzyko” niebawem będzie można nabyć w każdej większej księgarni internetowej. Dziś jest dostępna w sklepie wydawnictwa:

Dodaj komentarz