Matka, córka, kwiaty, sztuka, pamięć, strata i… obecność Aniołów
Kilka miesięcy temu napisała do mnie Anita. A może minął już prawie rok? Czas ostatnio biegnie tak szybko, że trudno to ogarnąć.
Właśnie pracowałam wtedy nad kobiecym projektem literackim „Odnaleźć siebie w miłości”, wraz z Krzysztofem Jankowskim. Kilkanaście kobiet opowiadało w nim własne historie, próbując przyjrzeć się miłości z różnych stron. Miłość posiada tak wiele twarzy, niekoniecznie musi być tą romantyczną. Może być miłością do dziecka, matki, przyjaciółki, sztuki, miejsca, które staje się naszym domem. Może być także miłością do samego życia – nawet wtedy, gdy to życie boli.
Anita od początku wydała mi się kimś całkowicie nie z tej epoki. Zobaczyłam potem Jej fotografie i sposób, w jaki pozuje, układa na nich głowę. To kobieta z dawnych fotografii, z pierwszych dekad XX wieku. Była też wtedy w żałobie po swojej Mamie, co można było wyczuć nawet między słowami. Pomyślałam więc, że Anita powinna napisać o tym rodzaju miłości we wspólnym projekcie. Tak też się stało…
Jednak forma wspólnej książki okazała się dla Niej za ciasna. Anita nie zmieściła się w ograniczonej liczbie stron, bo nie mogła tego zrobić. Musiała powstać JEJ własna książka.
Anita jest artystką totalną, nie ograniczającą sztuki do jednej dziedziny. Artyzm jest obecny w Jej sposobie patrzenia, ubierania się, komponowania przestrzeni, malowania, układania kwiatów, pisania. Daje o sobie znać w jej wrażliwości na kolor, światło, fakturę i człowieka.
Miejsce, które miało swoją historię jeszcze przed nią…
Flora Loft mieści się przy ul. Sebastiana Klonowica 20D w Szczecinie, w miejscu, w którym kwiaciarnia istniała już od lat siedemdziesiątych XX w. Mała przestrzeń na Pogodnie przeszła metamorfozę, ale zachowała wiele z własnej historii.
Wszystko zaczęło się od słów starszej kobiety, która powiedziała Anicie (książkowej bohaterce Ewce), że kwiaciarnia jest zamknięta… chyba, że to właśnie ona będzie tu sprzedawać kwiaty.
I właśnie wtedy pojawiło się w głowie Anity (Ewki) pytanie:
Czy niektóre miejsca po prostu na nas czekają?
Matka i córka…
Najbardziej poruszająca część tej historii nie dotyczy jednak samej kwiaciarni, lecz dwóch kobiet. Matki i córki. Po starszej Pani, to one przejęły kwiaciarnię i stworzyły Flora Loft. Dzieliły codzienność, pracę, zmęczenie i małe radości. W kwiaciarni miały swój własny rytuał – poranne śniadania przy małym stoliku na zapleczu, herbatę, rozmowy i plotki. Zwyczajną codzienność, która w chwili straty okazuje się czymś bezcennym.
Uwierzcie mi, staram się „nie spojlerować” książki, chociaż to trudne. Może napiszę więc, że opowiada o tym, co zwyczajne, czyli o kubku herbaty i kwiatach, które trzeba rano podlać. W każdym zdaniu wyczuwalna jest pustka, kiedyś wypełniona obecnością. Ale są też Anioły.
A jednak kwiaty nadal kwitną…
Świat się nie zatrzymuje, a kwiaty nadal trzeba przyciąć. Woda nadal musi zostać zmieniona. Anita rano otwiera drzwi kwiaciarni, a ktoś przychodzi po bukiet. Życie nie czeka, a człowiek musi nauczyć się żyć z miejscem, które już zawsze będzie trochę puste. Anita pisze o tym bez udawania, że znalazła prostą receptę na własną stratę. Jej bohaterka próbuje pisać, maluje, wyjeżdża w góry, szuka ciszy i siebie.
W książce pojawiają się akwarele Anity – kwiaty, kobiety, harlekiny, konie. Wrażliwość słowa, przeplata się tam z kolorem i historiami wymalowanymi na twarzach tajemniczych modeli.
W ostatniej części książki Anita wraca bezpośrednio do historii Flora Loft. Pisze o inicjatywach artystycznych, spotkaniach, konkursach, działalności społecznej i warsztatach. Kwiaciarnia staje się miejscem spotkań, rozmów i twórczości. Pojawiają się w niej także inni artyści i pisarze.
Kiedy zna się całą historię, trudno patrzeć na to miejsce wyłącznie jak na kwiaciarnię. Flora Loft jest przede wszystkim pomnikiem relacji. Matka i córka stworzyły je razem. Dziś została córka, która pisze o tym wprost: „Mamo, byłaś moją Różą”.
Pod skrzydłami Anioła
Jest jeszcze jedna niezwykła historia, samej nazwy. Flora Loft mogła nazywać się zupełnie inaczej. W pewnym momencie Ewka zrozumiała, że ludzie, którzy przychodzą do kwiaciarni, są jak Aniołowie. Przypadkowe spotkania i pojawiające się w odpowiednim momencie osoby tworzą zbiegi okoliczności, których nie sposób logicznie wyjaśnić.
Nazwa „Pod skrzydłami Anioła” nie została nazwą kwiaciarni. Zwyciężyła współczesna, marketingowa i – jak się wtedy wydawało – rozsądniejsza Flora Loft.
Ale pierwsza nazwa nie zniknęła. Została w sercu, czekała i po latach wróciła jako tytuł książki. Czy mogło być piękniej? Chyba nie.
Dziś jak nigdy wcześniej, potrzebujemy prawdziwych historii. Kończę ten artykuł i ocieram łzy.
„Pod skrzydłami Anioła. Opowieść o ludziach, kwiatach i Aniołach, które przychodzą bez pukania” to pierwsza książka Anity Wszołkowskiej-Szewczyk, wydana w 2026 roku nakładem Wydawnictwa Ezooneir. Zawiera również autorskie akwarele pisarki.
Książkę można nabyć bezpośrednio u Autorki oraz w sklepie Wydawnictwa Ezooneir:
A jeśli kiedyś będziecie w Szczecinie, być może warto zajrzeć również na ulicę Klonowica 20D.