„Siedem gór, siedem rzek”. Ile kilometrów trzeba pokonać, aby odzyskać siebie?

Pewnego dnia przestaje odbierać telefony, odchodzi z pracy, pakuje plecak i wychodzi z domu. Nie ma wielkiego planu ani pewności, dokąd zmierza. Ma za to poczucie, że jeśli jeszcze przez chwilę będzie żyła tak jak dotąd, nie starczy jej sił na kolejny dzień. Trzy lata później wraca, by sprzedać dom i ostatecznie zamknąć pewien rozdział. Co wydarzyło się pomiędzy tymi dwoma momentami?

Bohaterka książki Martyny Czajki „Siedem gór, siedem rzek”, zwycięskiej pozycji w kategorii Life w konkursie wydawnictwa Ezooneir, podejmuje decyzję, której nie sposób łatwo wytłumaczyć ani sprowadzić do jednego impulsu. Porzuca pracę, bierze plecak i rusza przed siebie. Łapie stopa, przemierza Europę, śpi pod gołym niebem i uczy się funkcjonować bez stabilnego adresu, przewidywalnego planu oraz pewności, co przyniesie kolejny dzień.

Kiedy znika wszystko, co miało określać nasze życie

Życie nomadyczne z zewnątrz może wyglądać jak spełnienie marzeń o wolności. Brak zobowiązań, nieznane drogi, przypadkowe spotkania i możliwość zmiany kierunku w dowolnej chwili tworzą obraz, któremu trudno się oprzeć, szczególnie wtedy, gdy codzienność zaczęła przypominać pułapkę. W rzeczywistości taka wolność ma jednak swoją cenę.

Nie wiadomo, gdzie spędzi się noc, czy następnego dnia uda się znaleźć transport ani czy spotkani ludzie okażą się życzliwi. Trzeba nauczyć się prosić o pomoc, przyjmować odmowę i podejmować decyzje bez gwarancji, że okażą się właściwe. Wędrówka odbiera wiele wygód, ale potrafi też odebrać część ról, za którymi człowiek dotąd się ukrywał.

Nie ma już stanowiska, które definiuje jego pozycję, znajomych, przed którymi trzeba zachować pozory, ani codziennego rytmu pozwalającego odsuwać niewygodne pytania. Zostaje ciało zmęczone drogą, własne myśli i przestrzeń, w której nie sposób bez końca zagłuszać siebie kolejnymi obowiązkami.

W takiej podróży można odkryć, że kryzys nie znika tylko dlatego, że zmieniło się kraj, krajobraz czy adres. Czasem jedzie z nami w plecaku, choć nie zajmuje w nim ani centymetra.

Europa widziana z pobocza

Podróż autostopem oznacza spotkania, których nie da się zaplanować. Kierowca może opowiedzieć historię swojego życia, nieznajoma osoba wskazać drogę do miejsca, o którego istnieniu bohaterka jeszcze rano nie wiedziała, a rozmowa przy wspólnym posiłku stać się ważniejsza niż wiele relacji utrzymywanych przez lata.

Można wyobrazić sobie noc spędzoną pod gwiazdami gdzieś na południu Europy, poranek w górach, kiedy chłód zmusza do szybkiego zwinięcia śpiwora, oraz dzień, w którym jedynym planem jest dotarcie do kolejnej miejscowości. Są chwile zachwytu i poczucia, że świat jest znacznie większy niż dotychczasowe problemy, ale są też samotność, zmęczenie i niepewność, które nie pozwalają zamienić wędrówki w pocztówkową opowieść o beztrosce.

Z czasem podróż przestaje być wyłącznie przemieszczaniem się między kolejnymi punktami na mapie. Staje się sprawdzianem własnych granic, sposobem poznawania ludzi i konfrontacją z tym, co dotąd pozostawało niewypowiedziane. Każdy kilometr prowadzi do nowego miejsca, lecz najważniejsze zmiany nie zawsze dają się zaznaczyć na mapie.

Trzy lata później

Powrót po trzech latach mógłby oznaczać odzyskanie dawnego życia. Znajomy dom, przedmioty pozostawione w pośpiechu, ulice, które kiedyś wyznaczały codzienną trasę, wszystko to powinno przywoływać poczucie przynależności. Bohaterka wraca jednak z innym zamiarem: chce sprzedać dom.

Ten gest można odczytać jako coś więcej niż decyzję majątkową. Dom, który wcześniej był punktem odniesienia, przestaje być miejscem, do którego trzeba wrócić na stałe. Być może przez trzy lata bohaterka zrozumiała, że bezpieczeństwo nie zawsze oznacza posiadanie własnego adresu, a powrót do siebie nie musi prowadzić z powrotem do dawnego życia.

Sprzedaż domu staje się wówczas symbolicznym domknięciem przeszłości. Nie wymazaniem jej ani zaprzeczeniem temu, co się wydarzyło, lecz uznaniem, że nie trzeba przez całe życie mieszkać w miejscu, z którego kiedyś chciało się uciec.

Ile kilometrów pokonasz, aby odzyskać siebie?

Tytuł „Siedem gór, siedem rzek” przywołuje obraz drogi, która wymaga wysiłku, cierpliwości i zgody na to, że nie wszystko można przewidzieć. Nie każda osoba może rzucić pracę, spakować plecak i wyruszyć na kilka lat w świat. Nie każda musi też szukać odpowiedzi daleko od domu. Czasem najtrudniejszą podróżą jest ta, którą odbywa się bez przekraczania granic, podejmując decyzję o zmianie życia, prosząc o pomoc albo przyznając przed sobą, że dotychczasowy sposób funkcjonowania przestał być możliwy.

Książka Martyny Czajki zdobyła zwycięstwo w kategorii Life w konkursie wydawnictwa Ezooneir. Jej tytuł i historia bohaterki zapraszają do refleksji nad wolnością, samotnością, kryzysem i potrzebą rozpoczęcia od nowa. Bo być może nie chodzi o to, ile gór uda nam się przejść ani ile rzek przekroczyć, lecz o to, czy po drodze nauczymy się rozpoznawać własny głos.

Skomentuj