„Usiądź, ja będę obok”. Marta Pokój o czułości wobec siebie i sztuce odnajdywania radości w codzienności

Kiedy ktoś mówi: „dobrze, że jesteś”

„Jak się miewasz?” – to jedno z najprostszych pytań, jakie zadajemy sobie nawzajem, a jednocześnie jedno z tych, na które najrzadziej odpowiadamy naprawdę. Zazwyczaj wystarcza krótkie „dobrze”, „w porządku” albo „jakoś leci”, nawet jeśli pod tymi słowami kryje się zmęczenie, niepokój, poczucie osamotnienia lub smutek, którego nie potrafimy jeszcze nazwać.

Marta Pokój rozpoczyna swoją książkę „Usiądź, ja będę obok” właśnie od takiego pytania, zapraszając czytelniczkę do rozmowy, która nie wymaga przygotowania ani udawania, że wszystko jest na swoim miejscu. Nie trzeba być silniejszą, bardziej uporządkowaną czy pogodniejszą, niż pozwala na to aktualny moment. Można przyjść z własnymi wątpliwościami, z ciężarem minionego dnia, a nawet z potrzebą milczenia.

W tym zaproszeniu kryje się najważniejsza idea książki, ponieważ autorka nie zamierza nikogo pouczać ani przekonywać, że zna uniwersalny sposób na szczęście. Chce raczej stworzyć przestrzeń, w której czytelniczka będzie mogła przez chwilę pobyć sama ze sobą, bez presji natychmiastowego działania i bez konieczności udowadniania światu, że ze wszystkim sobie radzi.

Nie musisz być idealna

Wiele kobiet przez lata uczy się stawiać potrzeby innych ponad własnymi, pilnować obowiązków, przewidywać problemy i dbać o to, żeby nikogo nie zawieść. W tym nieustannym wysiłku łatwo zapomnieć, że nie jesteśmy maszynami, a życie rzadko przypomina starannie rozpisany plan, w którym każde zadanie zostaje wykonane na czas.

Autorka z czułością, a niekiedy także z humorem, przypomina o naszych zwyczajnych niedoskonałościach. O telefonie, którego szukamy, choć leży tuż obok, o przedmiotach odkładanych w nieodpowiednie miejsce, o drobnych pomyłkach, które dawniej mogły wywołać złość na samą siebie, a dziś mogą stać się powodem do uśmiechu.

Za tymi pozornie błahymi sytuacjami kryje się ważne pytanie o to, dlaczego tak często uzależniamy własną wartość od sprawności, skuteczności i zdolności do sprostania wszystkim oczekiwaniom. Przecież nie kochamy innych ludzi dlatego, że nigdy się nie mylą, nie zapominają i zawsze mają wszystko pod kontrolą. Znacznie ważniejsze okazują się ich ciepło, autentyczność i obecność.

Marta Pokój zachęca więc, byśmy przestały dokładać sobie kolejnych obowiązków, zwłaszcza tego, który nakazuje być doskonałą. To nie jest wezwanie do rezygnacji z odpowiedzialności, lecz próba przywrócenia właściwych proporcji, w których własne zmęczenie i ograniczenia również zasługują na uwagę.

Odpuszczanie nie zawsze oznacza rezygnację

Jednym z powracających tematów książki jest potrzeba uwolnienia się od przymusu kontrolowania wszystkiego, co dzieje się wokół nas. Autorka przywołuje obraz wędrówki przez las, podczas której niesiemy w dłoniach wszystkie swoje marzenia, plany, relacje i pytania, zaciskając palce coraz mocniej w obawie, że wystarczy chwila nieuwagi, by coś bezpowrotnie utracić.

Z czasem ciężar staje się tak duży, że przestajemy dostrzegać samą drogę. Nie zauważamy zapachu lasu po deszczu, nie słyszymy śpiewu ptaków, nie potrafimy cieszyć się tym, co znajduje się tuż obok, ponieważ całą uwagę pochłania nam pilnowanie tego, czego nie chcemy wypuścić z rąk.

Ta metafora dobrze oddaje sposób, w jaki Marta Pokój opowiada o dojrzewaniu do zmian. Nie namawia do porzucania marzeń ani do obojętności wobec własnych pragnień, ale przypomina, że nie wszystko zależy od naszej determinacji, a niektóre sytuacje wymagają raczej cierpliwości i akceptacji niż kolejnej próby przejęcia kontroli.

Ważne miejsce zajmuje tu również zgoda na to, że życie nie zawsze układa się według wcześniej przygotowanego scenariusza. Drogi, które wydawały się właściwe, mogą się kończyć, plany mogą stracić aktualność, a odpowiedzi, na które długo czekaliśmy, mogą okazać się mniej istotne niż pytania, które pojawiły się po drodze. Nie musi to oznaczać porażki. Czasami właśnie wtedy zaczynamy dostrzegać możliwości, których wcześniej nie braliśmy pod uwagę.

Szczęście nie zawsze przychodzi w wielkich chwilach

W książce znajdziemy wiele refleksji o zachwycie nad światem, wdzięczności i potrzebie celebrowania życia, przy czym autorka nie szuka szczęścia wyłącznie w wyjątkowych wydarzeniach. Przeciwnie, zachęca do uważniejszego przyglądania się temu, co zwyczajne, ponieważ właśnie z takich chwil składa się większość naszej codzienności.

Promień słońca wpadający przez okno, zapach kawy, rozmowa, która niespodziewanie się przedłuża, spacer bez konkretnego celu czy kilka minut spędzonych w ciszy mogą wydawać się drobiazgami, dopóki nie uświadomimy sobie, jak często mijamy je w pośpiechu. Oczekujemy na urlop, spełnienie wielkiego marzenia albo moment, w którym wszystkie sprawy zostaną wreszcie załatwione, odkładając przyjemność na bliżej nieokreślone „kiedyś”.

Marta proponuje inne spojrzenie. Może nie trzeba czekać na specjalną okazję, żeby założyć ulubioną sukienkę, użyć perfum, które dotąd oszczędzałyśmy na ważniejsze wyjścia, albo zamówić deser, na który od dawna miałyśmy ochotę. Takie gesty nie rozwiązują życiowych problemów, ale mogą przypominać, że nasze istnienie nie powinno ograniczać się do wypełniania kolejnych zobowiązań.

Podobną funkcję pełni opisywany przez autorkę zwyczaj zapisywania trzech rzeczy, za które można być wdzięczną danego dnia. Nie chodzi o zaprzeczanie trudnościom ani o przekonywanie siebie, że wszystko jest dobrze, kiedy rzeczywistość wygląda inaczej. Wdzięczność nie odbiera prawa do smutku, lecz pomaga dostrzec, że nawet w trudnym okresie obok spraw bolesnych mogą istnieć również te, które przynoszą ulgę, ciepło i poczucie bezpieczeństwa.

Nie jesteś spóźniona na własne życie

Porównywanie się z innymi potrafi skutecznie odebrać radość z tego, co już udało nam się osiągnąć. Kiedy patrzymy na cudze sukcesy, spełnione marzenia, rozwijające się kariery czy pozornie uporządkowane życie, łatwo uznać, że same zostałyśmy gdzieś z tyłu, że powinnyśmy być w innym miejscu i dawno mieć za sobą to, z czym nadal się mierzymy.

Marta Pokój przypomina, że nie istnieje jeden scenariusz, według którego wszyscy powinniśmy przechodzić przez kolejne etapy życia. Nie ma jednej właściwej drogi ani terminu, do którego należy spełnić wszystkie marzenia. Każdy człowiek niesie własną historię, a to, co z zewnątrz wygląda na sukces i pewność siebie, niekoniecznie mówi nam cokolwiek o jego wewnętrznych zmaganiach.

Ta myśl nabiera szczególnego znaczenia w kontekście osobistych wyznań autorki, która przyznaje, że przez wiele lat towarzyszył jej lęk, obawa przed oceną innych i trudność w odmawianiu, a potrzeby otoczenia często stawiała wyżej niż własne. Odzyskiwanie spokoju nie było nagłym przełomem, lecz procesem składającym się z wielu małych kroków, chwil odwagi, niepewności i powrotów do dawnych przyzwyczajeń.

Dzięki temu jej słowa nie brzmią jak obietnica natychmiastowej przemiany, lecz jak zaproszenie do drogi, na której można iść we własnym tempie, nie traktując każdego potknięcia jako dowodu własnej słabości. Zmiana nie musi być spektakularna, żeby miała znaczenie, a rozpoczęcie czegoś nowego nie jest zarezerwowane dla osób, które nigdy nie zwątpiły w siebie.

Życzliwość zaczyna się od słów, które kierujemy do siebie

W dalszych rozdziałach autorka powraca do tematu własnej wartości, stawiania siebie wśród ważnych osób we własnym życiu, proszenia o pomoc i odnajdywania spokoju w świecie, który nieustannie domaga się naszej uwagi. Zachęca także do pielęgnowania relacji, wypowiadania ważnych słów, zanim zabraknie na nie okazji, oraz do przyjmowania faktu, że trudniejsze dni są częścią ludzkiego doświadczenia.

Istotnym elementem tej drogi staje się sposób, w jaki mówimy do samych siebie. W książce pojawiają się afirmacje przypominające o prawie do odpoczynku, marzeń, miłości, szacunku i wyborów zgodnych z własnymi potrzebami. Nie są one przedstawione jako magiczna formuła, która odmieni rzeczywistość bez naszego udziału, ale jako próba zmiany wewnętrznego języka, którym opisujemy własne możliwości i ograniczenia.

Autorka zachęca, byśmy zamiast nieustannie oskarżać się o niedoskonałość, spróbowały potraktować siebie z taką życzliwością, jaką potrafimy okazywać bliskim. To pozornie prosta zmiana perspektywy, która może wymagać czasu, szczególnie jeśli przez lata przywykłyśmy do surowej oceny własnych decyzji, wyglądu czy osiągnięć.

Książka nie proponuje jednej recepty na dobre życie, ponieważ jej autorka wyraźnie podkreśla, że każda z nas ma inną historię i inne potrzeby. Zamiast gotowych rozwiązań otrzymujemy refleksje, pytania, drobne ćwiczenia i zachętę, by przyjrzeć się temu, co naprawdę jest dla nas ważne.

Książka, do której można wracać

„Usiądź, ja będę obok” Marty Pokój jest propozycją dla czytelniczek, które szukają spokojnej, osobistej lektury o codziennych emocjach, relacji z samą sobą i odzyskiwaniu radości z małych rzeczy. To książka, którą można czytać po kolei, ale również otwierać w dowolnym miejscu, zatrzymując się przy fragmencie odpowiadającym temu, co akurat przeżywamy.

Jej siłą jest bezpośredni ton i forma rozmowy, dzięki którym autorka nie stawia się ponad czytelniczką, lecz próbuje towarzyszyć jej w refleksji. Nie obiecuje, że od jutra wszystko stanie się łatwe, nie przekonuje, że wystarczy pozytywne myślenie, aby zniknęły trudności, i nie wymaga, by każdą życiową lekcję natychmiast zamienić w sukces.

Przypomina natomiast o rzeczach, które łatwo tracimy z pola widzenia, kiedy jesteśmy zmęczone, zajęte i przyzwyczajone do stawiania siebie na końcu listy: o prawie do odpoczynku, o wartości zwyczajnych chwil, o potrzebie bliskości i o tym, że nie musimy zasługiwać na życzliwość poprzez nieustanne spełnianie oczekiwań.

Czasami nie potrzebujemy kolejnego planu naprawy własnego życia ani następnej listy rzeczy, które powinnyśmy zrobić lepiej. Czasami potrzebujemy kogoś, kto usiądzie obok, nie będzie nas poganiał i przypomni, że również w takim miejscu, w jakim jesteśmy dzisiaj, możemy znaleźć coś dobrego.

Marta Pokój zaprasza do takiej właśnie rozmowy, a jej książka pozostawia czytelniczkę z myślą, że troska o siebie nie musi zaczynać się od wielkiej decyzji. Może rozpocząć się od chwili ciszy, od jednego życzliwego zdania, od spojrzenia na świat z większą uważnością albo od prostego przyzwolenia, by przez moment niczego nie udowadniać.

Czasami tyle wystarczy, żeby zrobić pierwszy krok w stronę siebie.

Książka „Usiądź przy mnie” ukaże się nakładem Wydawnictwa Ezooneir w grudniu 2026.

Skomentuj