James siedział w skórzanym fotelu, obracając w dłoni kryształową szklankę z whisky. Czekał na kolejny webinar na temat języka programowania. Zastanawiał się, czy ona też dziś będzie. Dziewczyna, która razem z nim uczestniczyła w kursie. Miała melodyjny głos i zadawała rzeczowe pytania. Zdecydowanie wyróżniała się inteligencją. Był przekonany, że mogłaby przewyższyć wiedzą niejednego pracownika branży IT. Od pewnego czasu krążyło mu po głowie, żeby napisać do niej prywatną wiadomość. Nieznajoma fascynowała mężczyznę tym bardziej, że nigdy jej nie widział. Wielokrotnie fantazjował jak mogłaby wyglądać. Brunetka o głębokich piwnych oczach, a może blondynka z przenikliwymi błękitnymi oczami? James tak się zapatrzył w bursztynowy trunek w szklance myśląc o dziewczynie, że prawie spóźnił się na szkolenie. Dwie godziny minęły niespostrzeżenie. Jednak z ostatniego kwadransa niewiele pamiętał. Postanowił, że to właśnie dzisiaj do niej napisze.
„Cześć Charlie. Chętnie poznałbym Cię lepiej. Mój numer telefonu…”.
Charlie wylogowano.
– Wylogowano?! Fuuuck. Nie zdążyłem! – ryknął James uderzając pięścią w biurko.
Kolejne dwa tygodnie do następnego webinaru bardzo mu się dłużyły. Tym razem postanowił nie czekać do ostatniej chwili. Kiedy w głośnikach rozbrzmiał głos prowadzącego wysłał wiadomość do dziewczyny. Nie mógł skupić się na nauce, a tylko wpatrywał się w okienko komunikatora. Nie doczekał się odpowiedzi od Charlie. Podniósł się z fotela prawie go przewracając. Zerwał skórzaną, czarną kurtkę z wieszaka. Złapał w pośpiechu portfel i telefon i wyszedł. Pomimo tego, że zbliżała się 22:00 na ulicach Amsterdamu były tłumy. W powietrzu unosił się słodki zapach marihuany. Przed licznymi barami ludzie głośno rozmawiali. Często próbując przekrzyczeć muzykę płynącą z lokali. James zapatrzył się na parę wesoło tańczącą w rytm znanego radiowego hitu. Jednak szybko odwrócił głowę przypominając sobie o celu swojego spaceru. Przeszedł kolejnym mostem pomiędzy licznymi kanałami oddalając się od zatłoczonych uliczek. W końcu stanął przed drzwiami czarnej kamienicy z czerwonymi okiennicami. Znajdował się tam jego ulubiony pub „U Jacka”. Przekroczył jego próg, a barman od razu do niego pomachał.
– Siema, James! Co tam u ciebie słychać? – zagadnął z szerokim uśmiechem.
– Cześć Nick. Chyba nie chce mi się dzisiaj szczególnie gadać. Lepiej nalej mi tego, co zwykle.
– Już się robi.
Następny poranek dla Jamesa nie był zbyt łaskawy. Szumiało mu w głowie i czuł pulsowanie w skroniach. Powolnymi ruchami podniósł się z łóżka.
– No to wczoraj popłynąłem. Po jaką cholerę mi to było? – wymruczał, przeklinając siebie w duchu.
Wyciągnął z szafki aspirynę i włączył czajnik. Nalał wody do szklanki i wrzucił jedną pastylkę leku. Patrzył jak tańczy w płynie i stopniowo znika całkowicie. Wypił zawartość na raz nieco się krzywiąc. Złapał kubek z mocną, czarną kawą i zaczął rozglądać się po mieszkaniu. Nie było źle jak na to, że nie pamiętał jak i kiedy wrócił do domu. Jedynie porozrzucane po całym pokoju ubrania wskazywały na to, że miał pewne problemy po powrocie. Spojrzał na czarne jeansy leżące na podłodze i w tym momencie zauważył, że zadrżały.
– Co jest? – wycedził przez zęby, mrużąc oczy.
Po chwili dotarło do niego, że pewnie pod nimi leżał telefon. Podniósł spodnie i zobaczył swojego iPhone’a, który ponownie zawibrował. Ostrożnie schylił się po niego uważając na swoją ciągle pulsującą głowę. Miał dwa nieodebrane połączenia i wiadomość od Nicka:
„James jak się obudzisz to daj znać. Mam twój portfel”.
– O ja pierd… – zaklął mężczyzna. – Przygód ciąg dalszy. – westchnął i złapał się za głowę.
Wybrał numer do barmana i nie musiał długo czekać, aż ten odbierze.
– Siema, królu! – ryknął Nick do słuchawki.
– Weź! Nie drzyj się tak…Łeb mi pęka!
– Ktoś tu nie ma humoru – zaśmiał się Nick. – Wcale mnie to nie dziwi. Wczoraj nieźle zabalowałeś. Ogarnij się trochę, wpadnę za jakąś godzinę i oddam ci twoją zgubę.
James był już w zdecydowanie lepszej formie po wizycie Nicka. Postanowił wybrać się na spacer. Zabrał ze stolika swoje czarne AirPods’y i wyszedł. Padała lekka mżawka. Był przyzwyczajony do deszczowej aury, więc zarzucił tylko kaptur na głowę i skierował się w stronę Rijksmuseum. W słuchawkach rozbrzmiewało właśnie „Sweater Weather” The Neighbourhood, kiedy otrzymał powiadomienie o nowej wiadomości.
„Cześć James, z tej strony Charlie. Przepraszam, że dopiero dziś się odzywam. Nie do końca ogarniam chat z naszego webinaru. Jak mija ci wieczór?”.
Mężczyzna wytrzeszczał oczy w ekran telefonu. Nie wierzył w to, co przeczytał. Natychmiast odpisał dziewczynie. Z szerokim uśmiechem patrzył na monumentalny budynek Muzeum Narodowego, który tak lubił. Przeszedł pod sklepieniem z czerwonej cegły na dziedziniec. Przysiadł tam na ławce i pogrążył się w rozmowie z Charlie. Nawet nie zauważył, kiedy zaczęło się ściemniać. Stwierdził, że czas na powrót do domu. Nucąc pod nosem mijał oświetlone i gwarne ogródki restauracji. Uśmiechał się szeroko do mijanych przechodniów. Kiedy przechodził przez jeden z mostów, na którym stał fioletowy rower przyozdobiony kwiatami, zaczepiły go dwie turystki. Spytały czy nie zrobiłby im wspólnego zdjęcia. Zwykle ignorował takie prośby, ale dziś był w świetnym nastroju. Zrobił kilka ujęć dziewczynom. Podziękowały mu i życzyły miłego wieczoru.
James pisał z Charlie godzinami. Próbował doprowadzić chociaż do rozmowy telefonicznej. Bezskutecznie. Jednak dziewczyna wymawiała się swoją nieśmiałością. Dążył do tego, żeby spotkali się na żywo. W końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień. Było majowe popołudnie w Amsterdamie. Wyjątkowo słoneczne i bezdeszczowe. Nie mogli wymarzyć sobie lepszego dnia na pierwsze spotkanie. Umówili się na moście obok targu kwiatowego. Przestępował z nogi na nogę trzymając w ręce długą różową róże, która miała być jego znakiem rozpoznawczym. Pojawił się na miejscu jakieś trzydzieści minut przed wyznaczoną godziną, a czas zdawało się, że stoi w miejscu. Rozglądał się po twarzach mijających go ludzi. Pędzili w tylko sobie znanym kierunku. Rzesze rowerzystów omijały pieszych z mniejszą lub większą wprawą. Raz po raz można było usłyszeć dźwięk dzwonka po którym często padał potok nieprzyzwoitych epitetów. Grupki zachwyconych turystów przyglądały się budynkom przy kanałach. Przez chwilę James złapał kontakt wzrokowy z sympatycznym wysokim blondynem w okularach korekcyjnych. Ten nieśmiało się do niego uśmiechnął i poszedł dalej w swoją stronę. Czas mijał, a Charlie nie było. Chłopak zaczął się martwić, że coś się stało. Pół godziny po wyznaczonym czasie napisał smsa: „Charlie, gdzie jesteś? Wszystko w porządku?’. Żadnej odpowiedzi. Po godzinie zaczął do niej dzwonić. Nadal nic. Zrezygnowany przysiadł na murku. Przetarł twarz otwartą dłonią i głośno westchnął. Czuł, że nic z tego nie będzie. Wtedy poczuł wibrację przychodzącej wiadomości. „James, przepraszam nie starczyło mi dziś odwagi”.
– Czego? – wrzasnął tak głośno, że aż przechodząca obok staruszka się przestraszyła.
Z przepraszającą miną wręczył jej różę, która smętnie leżała na jego kolanach od dłuższego czasu.
– Dziękuję chłopcze. Jeszcze ten smutek z twoich oczu zniknie. Wspomnisz moje słowa – odpowiedziała kobieta i skinieniem głowy pożegnała się.
James siedział jeszcze przez chwilę zaskoczony, a potem niespiesznie poszedł do domu.
Przez pierwszy tydzień od niedoszłego spotkania nieco się zdystansował. Już nie czekał z bijącym sercem na każdą wiadomość od Charlie. Zastanawiał się nawet czy tego nie przerwać. Czuł żal do dziewczyny, że go tak wystawiła. Jednak później jego złość stopniowo zelżała. Znowu poczuł jak bardzo chce ją zobaczyć. Pisali cały dniami. Często do późnej nocy. Postanowił dać ich znajomości jeszcze jedną szansę.
Ponad miesiąc od daty niedoszłego spotkania James ponownie z różą w dłoni czekał na Charlie. Pomimo przeprosin dziewczyny i zapewnień, że tym razem na pewno się pojawi czuł, że zwariował godząc się na nie. Tym razem już się tak nie spieszył. Dotarł w okolice targu kwiatowego dziesięć minut przed czasem. Jak poprzednio przyglądał się przechodniom. Jednak tym razem już nie z taką uwagą. W pewnym momencie pomyślał, że ma deja vu. Znowu napotkał na sobie wzrok tego wysokiego blondyna w okularach. Zastanawiał się, czy tym razem chłopak przyniesie mu szczęście czy też pecha. Jego zdziwienie było coraz większe, kiedy mężczyzna zaczął się do niego zbliżać. Nie mijając go tak jak poprzednio, z nieśmiałym uśmiechem stanął przed nim i wyciągnął do niego rękę:
– Cześć James. To ja Charlie. Cieszę się, że w końcu możemy się spotkać.

Agata Wyroślak
Ścisły umysł z kreatywną duszą. Zawodowo zajmuje się diagnostyką laboratoryjną. Obecnie w trakcie studiów specjalizacyjnych z laboratoryjnej diagnostyki medycznej. W wolnych chwilach lubi pisać w zaciszu kawiarni z kubkiem karmelowej latte. Należy do plemienia VIP writing CLUB.