Moje szczęście w Barcelonie: słońce, uśmiech, wolność, pozytywna energia.

Wywiad z autorką książki „Barcelona z in vitro” Agnieszką Łukomską. Rozmawia Justyna Niebieszczańska.


„Możesz mieszkać, gdzie chcesz”. Pewnie nie raz słyszałaś te słowa. Jak byś kiedyś na nie zareagowała ( przed życiowym projektem „wyprowadzka do Barcelony”), a jak myślisz o tym teraz (jako mieszkanka Barcelony)?

  1.  

Prawdopodobnie zareagowałabym tak samo, jak na pytanie mojego męża w 2013 roku dotyczące przeprowadzki do Barcelony. Czyli potraktowała bym je po macoszemu i zmieniła temat.

Od małego byłam trochę obieżyświatem i choć wiele nie zwiedzałam (podróżowałam w wyobraźni, zaczytując się książkami), to nie bałam się nowych miejsc, do których np. jeździłam do pracy. Takie wyprawy traktowałam z ekscytacją i z chęcią korzystałam z szans, jakie przede mną stawały. Tyle że nigdy nie była to trwała przeprowadzka, a raczej kilkumiesięczna nieobecność.

Pomysł wyprowadzki do Barcelony wydał mi się na początku szalony ale z czasem, im więcej o tym z mężem rozmawialiśmy, stawał się realny. Gdybym wówczas była sama, przypuszczam, że nie odważyłabym się na taką rewolucję w życiu. Miałam jednak silne wsparcie, „partnera w zbrodni” i wspólnie mozolnie podążaliśmy do celu.

Teraz jestem wdzięczna Agnieszce sprzed 11 lat, że nie skreśliła zupełnie tego pomysłu, bo z perspektywy czasu oceniam go jako najlepsze przedsięwzięcie w moim życiu. Mimo trudności które musiałam pokonać, dotychczasowe życie tutaj bardzo dużo mi dało i wiele mnie nauczyło, przede wszystkim o mnie samej.


Wielu ludzi marzy o przeniesieniu się do kraju, jak Hiszpania, w którym jest tyle słońca.  Dlaczego nawet nie próbujemy? Dlaczego to się nie udaje? Co Twoim zdaniem nas blokuje?

  1.  

Myślę, że w dużym stopniu blokujemy siebie sami, czy to brakiem wiary w swoje możliwości, czy też wstydem przed innymi, bo prawdopodobnie powiedzą oni, że „w dupach nam się poprzewracało”. Niezmiernie ważne są też czynniki ekonomiczne, które niejednokrotnie mogą być główną przeszkodą w realizacji marzenia.

Tutaj wkracza planowanie. Ja też nie spakowałam walizek z dnia na dzień i nie wyjechałam „na wariata” bez wcześniejszego przygotowania. „Projekt przeprowadzka” trwał dwa lata w Polsce i przez ten czas szukaliśmy informacji o życiu w Barcelonie, które przecież są ogólnie dostępne w internecie. Zaczęliśmy uczyć się języka hiszpańskiego, by na starcie mieć łatwiej. Przez cały ten okres oszczędzaliśmy fundusze i sprzedawaliśmy niepotrzebne nam rzeczy, by uzbierać jak najwięcej pieniędzy na pierwsze miesiące. Niestety nie byliśmy w komfortowej sytuacji posiadania pracy w Barcelonie w momencie wyjazdu. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że może nam się nie udać i trzeba będzie wrócić do Polski „z podkulonymi ogonami”, ale mimo to podjęliśmy ryzyko. Bo nie zawsze człowiek musi być w 100% racjonalny i można sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa.

Uważam, że ważne jest, by ufać samemu sobie i dążyć do tego, co nam sprawia radość i czego pragniemy. Oczywiście każdy z nas ma rodzinę, przyjaciół i należy o nich myśleć w momencie decydowania się na przeprowadzkę, ale moim zdaniem najważniejsze jest aby nikomu nie pozwolić dyktować sobie, jak żyć. Postawienie się w kontrze może oznaczać zerwanie relacji z takimi osobami, ale czy nie jest ważniejsze życie zgodnie z własnymi potrzebami? Według mnie jest, ale to już każdy indywidualnie powinien sobie na to pytanie odpowiedzieć.


Mamy fanów Londynu czy Paryża, a co wyróżnia fanów Barcelony? Za co kocha się to miasto? Jacy ludzie tam mieszkają?

Jeśli pytasz o fanów FC Barcelony, to na pewno wielu z nich kibicuje temu zespołowi, bo gra w nim Robert Lewandowski, a kiedyś grał tam Lionel Messi.

A tak na poważnie, to miłośnicy miasta Barcelona są osobami nastawionymi na przeżywanie życia, kolekcjonowanie doświadczeń, a niekoniecznie dóbr materialnych. Wynika to według mnie z dwóch kwestii. Po pierwsze miasto to oferuje tyle aktywności, atrakcji i jednocześnie piękną pogodę przez większą część roku, że mieszkańcy spędzają czas po pracy na zewnątrz. Słońce zachęca do wychodzenia z domu i realizowania swoich hobby, czy spotykania się ze znajomymi.

Po drugie relacja kosztów do zarobków jest niekorzystna dla budżetów domowych i wielu barcelończyków nie może sobie pozwolić na wysoki standard życia w tym znaczeniu, że mogą kupować, co chcą. Często muszą wybierać między dobrami materialnymi a przyjemnościami. Osoby, które tu się przeprowadzają, wiedzą, że nie jest to miejsce, by się dorobić, tak, jak np. w UK, czy w Szwajcarii. Jest to jednak idealne miejsce, by żyć chwilą, poznawać nowe osoby i mieć morze, góry i słońce prawie na wyciągnięcie ręki.

Do Barcelony przeprowadzają się osoby otwarte, tolerancyjne i ciekawe świata. Osoby, które pozwalają sobie marzyć o zmianie w ich życiu  i mają odwagę podążać za tym wewnętrznym głosem, choć wiedzą, że jest to krok w nieznane. Jednocześnie wiedzą, że wolą żałować błędnej decyzji niż nie podjęcia ryzyka.



Barcelona jest na 2 miejscu w wg rankingu „Happiest City Index”. Jak opisałabyś swoje szczęście w tym miejscu? Jaka w ogóle jest uniwersalna definicja szczęścia w tym mieście?

Gdy myślę o  szczęściu w Barcelonie, przychodzą mi na myśl słowa: słońce, uśmiech, wolność, pozytywna energia.

Słońce w Barcelonie świeci przez ponad 300 dni w roku i uwierz mi, że wpływa to bardzo pozytywnie na codzienny poziom energii, postrzeganie świata i radzenie sobie z trudnościami. Wychodząc z domu, widzisz większość ludzi uśmiechniętych, radosnych i zarażasz się tą energią. Niejednokrotnie zdarzało mi się spacerować ulicami miasta z „bananem” na twarzy, bo jak się tu nie cieszyć, gdy masz nad sobą niebieskie niebo, promienie słońca we włosach i obce osoby uśmiechające się do ciebie na ulicy.

Mi Barcelona daje poczucie wolności i nie chcę przez to powiedzieć, że w Polsce czułam się zniewolona czy uwięziona. Mam na myśli swobodę w byciu sobą bez przejmowania się tym, co pomyślą inni. Tutaj czuję, że mam więcej możliwości spełniania się  zarówno zawodowo, jak i  w czasie wolnym, który mogę spędzać na dużo różnych sposobów, nawet  bez konieczności wyjeżdżania poza miasto. Mogę spacerować nad morzem, opalać się na plaży, iść na musical, na koncert, na lekcję jogi w studio lub na plaży, czy zrobić kilkunastokilometrowy hike w Parku Collserola na północy miasta.

Kocham w Barcelonie ogólnie pojętą tolerancję. Jest to miasto bardzo przyjazne środowisku LGBT, otwarte na ludzi z każdego zakątka świata, na różnorodność, inność i wyjątkowość.

Wszystko to powoduje, że otacza je pozytywna energia, która rezonuje do każdego mieszkańca i rozprzestrzenia się jak wirus między ludźmi.

Myślę, że z moją definicją szczęścia utożsamiło by się wiele osób mieszkających tutaj, co też potwierdzają np. opinie moich przyjaciółek zamieszczone w „Barcelonie z in vitro”.


Aerial view of Barceloneta from sea side. Barcelona – Image by bearfotos

Miejsce czy ludzie? Co jest ważniejsze w życiu? W Polsce zostawiłaś rodzinę i przyjaciół, a  w Barcelonie zyskałaś słońce. Według Ciebie bilans jest dodatki?

Gdybym miała na to pytanie odpowiedzieć zanim zamieszkałam w Barcelonie, zdecydowanie byliby to ludzie. Teraz nie jest to już dla mnie tak jednoznaczne, ponieważ miejsce okazuje się też mieć znaczenie. Pierwszy raz w życiu czuję, że mieszkam w mieście, które kocham i które jest dla mnie domem, więc kłamstwem byłoby odebranie temu całej wartości.

Ludzie są niezmiernie ważni i oczywiście tęsknię za najbliższymi mi osobami z Polski, ale zbudowałam sobie tutaj nową rodzinę, taką z wyboru, którą stanowią moje najbliższe przyjaciółki w Barcelonie. Z jednej strony coś utraciłam, bo kontakty z osobami z Polski są w większości rzadsze, czasami zupełnie kontakt się urwał, ale z drugiej poznałam inne, bliskie mi teraz osoby i bardzo sobie to cenię.

Świat z reguły dąży do równowagi, więc gdy coś tracisz, zamykasz, otwierają się przed tobą inne drzwi i należy z tego korzystać.

Po przeprowadzce zdecydowanie bilans zmian jest dodatni i nawet gdybym miała teraz wrócić do Polski, to wszystko, co tutaj przeżyłam, zostanie ze mną do końca życia.


Top view of Port in Barcelona during evening. Spain – bearfotos

Kiedy spotkałyśmy się zimnego październikowego dnia w Polsce wspomniałaś, że pracujesz o dużo więcej w Barcelonie niż to było w Polsce. Zatem skąd to zadowolenie? Jak to jest, że tam masz większe obciążenie w pracy, a jednak widziałam radość w Twoich oczach? Jeśli porównujesz odczucia, mentalne obciążenie pracy w Polsce a pracy w Barcelonie, to jakie masz refleksje?

Przyjeżdżając do Barcelony miałam plan, by znaleźć pracę w finansach, ale na niższym stanowisku niż w Polsce, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że w innym kraju będę musiała się sporo nauczyć i chciałam też odpocząć od odpowiedzialności, podejmowania decyzji i stresu. Plan się powiódł, bo moja pierwsza praca była naprawdę spokojna, powoli mogłam szlifować w niej hiszpański i uczyć się specyfiki firmy zarejestrowanej w Hiszpanii. Jednak szybko zdałam sobie sprawę, że jest nudno, że potrzebuję jednak trochę więcej wyzwań i zadań. Po pół roku pracowałam już w prężnie rozwijającym się startupie, w którym miałam tyle wyzwań i obowiązków, że można by nimi obdzielić jeszcze ze dwie osoby. W sumie dostałam to, co chciałam, tyle że z dużą nawiązką. Doświadczenie to było dla mnie o tyle dobre, że bardzo dużo się tam nauczyłam i poznałam wspaniałych ludzi. Ale to nie wystarczyło, by mnie tam zatrzymać. Nie potrafiłam żyć w ogromnym stresie codziennie i po półtora roku ponownie zmieniłam pracę. Tu pracuję do dziś.

Frustrujące było dla mnie to, że od przeprowadzki to już moja trzecia posada, bo przecież w Polsce miałam tylko jednego pracodawcę przez 11 lat. Wszystko odwróciło się do góry nogami i musiałam to sobie psychicznie przepracować. To przez te doświadczenia uświadomiłam sobie, że mam ograniczone zasoby, że nie zawsze dobrze znoszę stres, tym bardziej, jeśli jest on długotrwały. Zaczęłam częściej myśleć o własnych potrzebach, o tym, że nie wszystko jestem w stanie udźwignąć i że „Zosia samosia” też czasami potrzebuje pomocy.

Moje wyobrażenie o ścieżce zawodowej nie do końca się spełniło, bo w każdej z ostatnich dwóch prac dość szybko awansowałam, więc idea pracy na niższym, spokojnym stanowisku nie wypaliła. Oczywiście mogłam awanse odrzucić, ale nie oszukujmy się, zawsze chciałam się rozwijać i wyższe stanowiska mi to zapewniały.

W Polsce pracowałam w języku polskim i z obcych języków używałam czasem angielskiego, ale bardzo sporadycznie. Tutaj nagle znalazłam się w międzynarodowym środowisku, gdzie rozmawia się po angielsku i hiszpańsku, a faktury od dostawców przychodzą z całego świata, w przeróżnych językach. Uważam to za jeden z bardziej interesujących aspektów pracy w Barcelonie, bo mam do czynienia z różnymi kulturami i należy się w tym odnaleźć, by pracować efektywnie. Czuję się jak ryba w wodzie. Uwielbiam zderzać się z różnymi nacjami, obserwować niuanse kulturowe, choć oczywiście czasem jest to wyzwaniem.

W dziale finansów, którym zarządzam, są osoby z Argentyny, Włoch, Pakistanu, Serbii, USA, Francji. Jest to naprawdę świetny zespół, wręcz „dream team”. W całej firmie mamy pracowników z ponad 20 krajów, co tworzy naprawdę niezwykłą atmosferę. Siedziba główna firmy jest w USA, gdzie kultura pracy jest inna. Jest nacisk na pracowanie nawet w weekendy, na ciągłe bycie online, co dla mnie stanowi ogromne wyzwanie. Nie zgadzam się z tym stylem pracy. Czasami zostaję po godzinach, bo w finansach niestety nie da się tego uniknąć, ale stawiam wyraźną granicę między pracą a życiem prywatnym. Moi przełożeni o tym wiedzą i to szanują, bo bronię się wynikami pracy.



Myślę, że wielu z nas marzy o mieszkaniu w słonecznej Barcelonie, ale czy naprawdę? Jesteśmy karmieni obrazami idylli i kupujemy te historie o domu nad morzem, wieczornym tańcu na ulicach Barcelony, sączeniem wina z widokiem na spektakularny zachód słońca, ramiona ognistego Hiszpania, ale … czasami to nie są nasze historie. Jak sprawdzić, zweryfikować, czy marzenie o mieszkaniu pod słońcem jest naprawdę naszym?

To w części nie są także moje historie, szczególnie ta o ramionach ognistego Hiszpana. 🙂 A tak na poważnie, to codzienne życie w Barcelonie wygląda podobnie do życia w innych zakątkach świata, bo tu też trzeba wstać rano, by iść do pracy. Tam spędzamy minimum 9 godzin (8 godzin plus 1 godzina na lunch), wracamy do domu, robimy zakupy, gotujemy obiad na kolejny dzień i tak dalej.

Prawdą natomiast jest, że czas spędzany poza pracą jest wykorzystywany dużo lepiej niż w krajach, gdzie pogoda nie jest tak przychylna jak nad morzem Śródziemnym. Niemal przez cały rok mieszkańcy mają możliwość korzystania z atrakcji jakie oferuje miasto, a słońce zachęca do wychodzenia z domu. Ale nie ukrywam, że marzenie o domu nad morzem, przy plaży może spełnić niewielki odsetek ludzi emigrujących do Barcelony. Głównym powodem są bardzo wysokie ceny nieruchomości. Mieszkanie z widokiem na morze kosztuje w okolicy 500 tys. euro, a dom wolnostojący, w którym można mieć ciszę i komfort trudno znaleźć. Jak takie się trafiają, to z reguły w dzielnicy Pedralbes z cenami zaczynającymi się od 1 mln euro. Domy tańsze w cenie około 250 tys. euro kupić można na obrzeżach miasta, szczególnie na północy albo poza Barceloną, ale też nie w pierwszej linii brzegowej.

Ponadto w Hiszpanii każdy region ma ustalane inne podatki od nabycia nieruchomości i akurat w Katalonii są one bardzo wysokie. Podatek od czynności cywilnych, który w Polsce wynosi 2%, tutaj wynosi 10%. Podsumowując, jeśli chcesz kupić dom z kredytem hipotecznym, musisz mieć 10% wkładu własnego na podatek, opłaty notarialne itp. oraz minimum 20% na wkład własny w banku. Przy nieruchomości kosztującej „tylko” 250 tys. euro daje to 75 tys. euro. A zarobki w Barcelonie nie są wcale wysokie i wiele osób zarabia mniej niż 2 tys. euro netto.

Mieszkanie w domu z widokiem na góry i morze to moje marzenie, ale niestety jeszcze muszę poczekać na jego spełnienie. Poza tym zwyczajnie wkurza mnie ten 10% podatek i poważnie się zastanawiamy po prostu nad wynajęciem domu zamiast jego kupowaniem.

Rynek mieszkaniowy w mieście generalnie jest drażliwym tematem, bo poza wysokimi cenami, standard mieszkań znacznie odbiega od tych w Polsce. Brak ogrzewania i ocieplania budynków w większości lokali to standard, więc często zdarza się, że w środku jest zimniej niż na dworze. A ceny najmu mieszkań w Barcelonie są najwyższe w Hiszpanii. Aktualnie za 2 pokojowe mieszkanie bez luksusów trzeba płacić minimum 1200 euro, a jeśli ma ono taras, to nawet 1500 euro.

No ale dosyć tego narzekania, bo przecież Barcelona ma swoją piękną stronę i te wizje o tańcu na ulicach, popijaniu wina z widokiem na zachód słońca, czy zakochaniu się w Hiszpanie, są jak najbardziej realne. Wprawdzie uważam, że Włosi są o wiele większymi podrywaczami i są bardziej szarmanccy niż Hiszpanie, ale przecież nie można mieć wszystkiego.

Gdy wychodzę na ulice Barcelony, czuję dobrą energię, widzę dużo uśmiechów na twarzach, ludzie są przyjacielscy, zagadują, po prostu cieszą się chwilą. Dla mnie jest to niesamowite  i uwielbiam ten luz, bo jest on zaraźliwy. Po ciężkim dniu pracy warto wyjść nawet na chwilę do osiedlowego baru, wypić kawę, czy coś mocniejszego i cieszyć się dniem. A to Hiszpanie naprawdę potrafią robić fenomenalnie.

O plusach i minusach życia w Barcelonie piszę więcej w mojej książce, którą gorąco polecam.


Top view of historic district at Barcelona in sunny day, Spain – bearphotos

Czego nauczyło Cię o życiu mieszkanie w Barcelonie? Jakie osobiste odkrycia Ciebie zaskoczyły?

Odkąd mieszkam w Barcelonie jeszcze bardziej doceniam małe przyjemności, codzienne pozytywne momenty, które sprawiają, że czuję się tu szczęśliwa. W Polsce nie miałam zwyczaju iść na kawę sama, zatrzymać się na chwilę i poobserwować mieszkańców Bydgoszczy. Tutaj bardzo cenię sobie te chwile tylko dla mnie, kiedy przy stoliku coś czytam, patrzę na ludzi na ulicy, czy też piszę.

Zrozumiałam, że nie zawsze muszę pędzić. Warto iść wolniej, oglądać świat, przechodniów, budynki, bo za każdym rogiem może mnie coś zauroczyć. Życie w Barcelonie jest dużo szybsze niż w Bydgoszczy. Ciągle się tu coś dzieje i jest to bardzo pozytywne, ale jednocześnie dostrzegłam, że ilość bodźców mnie przytłacza. Do tego zmiana kraju zrewolucjonizowała moje życie i mimo że był to bardzo dobry krok, organizm dał mi znać, że sobie z tym wszystkim nie do końca radzi. Musiałam bardziej skupić się na zdrowiu psychicznym, dążeniu do równowagi i spowolnieniu tego, co działo się w mojej głowie. Okazało się, że ta samodzielna, dzielna, pracowita Agnieszka nie jest tak silna jak myślała, że musi też pomyśleć o sobie, być większą egoistką. Był to dla mnie szok, ale widocznie dojrzałam do tego etapu w życiu, kiedy czas skupić się na sobie i na szczęście poważnie to potraktowałam.

Mieszkając tutaj zaczęłam zwracać większą uwagę na uśmiech. Zdałam sobie sprawę, że mój uśmiech do obcej osoby może naprawdę zmienić jej dzień, bo sama tego doświadczyłam. Pozytywne nastawienie do drugiego człowieka, zamiast traktowania go jak powietrze, albo nachalnego klienta, widzi się tu codziennie. Ta dobra energia rozprzestrzenia się z prędkością światła i sprawia, że łatwiej mierzyć się z codziennymi trudnościami. Bo wszyscy je mamy, niezależnie od tego, gdzie mieszkamy.

Hiszpanie pokazali mi, że relaks i zabawa są bardzo ważną częścią ich życia. Być może między innymi dzięki temu jest to naród żyjący znacznie dłużej niż Polacy. Ja cały czas uczę się, by czasem odpuścić i wyjść na spotkanie ze znajomymi czy na tańce, gdy mieszkanie nie jest posprzątane i pranie niezrobione. Niełatwo jest wyeliminować przyzwyczajenia i uwarunkowania kulturowe z którymi miałam do czynienia przez ponad 30 lat. Ale staram się i wiem, że świat się nie skończy, jak zrobię coś jutro, a nie dziś. Czasami hiszpańska „mañana” naprawdę ma sens.


Evening view of Plaza de Espana. Barcelona – Image by bearfotos on Freepik

Załóżmy, że naprawdę chcę przeprowadzić się do Barcelony. To moje marzenie. Co mam zrobić? Od czego zacząć?

Podjęcie decyzji to już połowa sukcesu, choć znaczy to, że „zabawa” dopiero się zacznie. To jak będą przebiegały przygotowania zależy od tego, czy masz zagwarantowaną już pracę za granicą. Jeśli tak, gratuluję, bo oszczędzasz sobie dużo stresu i nie musisz gromadzić aż tyle pieniędzy na wyjazd. Jeśli nie, sugeruję zacząć już szukać z Polski, choć może nie być to łatwe.

Ja pracy nie miałam, mimo to podjęłam ryzyko i się ono opłaciło, bo wszystko się dobrze skończyło.

Ważnym elementem jest szukanie mieszkania lub pokoju, zależnie od twoich preferencji. Pokój zdecydowanie łatwiej znaleźć, bo nie są do tego wymagane hiszpańskie dokumenty. Mieszkania długoterminowego nie wynajmiesz bez dokumentu N.I.E., a ten z kolei możesz dostać, jak już jesteś na miejscu  i masz pracę. My z mężem wynajęliśmy na miesiąc mieszkanie z AirBnB, szukając jednocześnie mieszkania na stałe.

Dachu nad głową można szukać na stronach z ogłoszeniami nieruchomości, ale też na grupach tworzonych w mediach społecznościowych, choć w tym przypadku należy być podwójnie ostrożnym, bo oszustów nie brakuje.

Ważnym aspektem jest też szukanie informacji o życiu w Barcelonie na blogach osób tu już mieszkających, czy na ich profilach na Instagramie i  Facebooku. Jest to bardzo bogate źródło informacji.

Doradziłabym też przyjazd do miasta nawet na kilka dni, poznanie go, bo to może ci pomóc zdecydować, w której dzielnicy chciałabyś mieszkać. Zdecydowanie odradzam samo centrum ze względu na hałas bardzo gęstą zabudowę i dużo turystów. Komunikacja w Barcelonie jest fantastyczna, więc dojazd nawet na drugi koniec miasta zajmuje stosunkowo mało czasu.

Jeśli masz zwierzę, musisz też rozeznać się, jak je przetransportować do Barcelony oraz wziąć pod uwagę to, że znalezienie mieszkania z czworonogiem może zająć więcej czasu, ponieważ nie wszyscy właściciele się na to zgadzają.

Proces przygotowania do przeprowadzki jest dość kompleksowy i odniosłam się tutaj do kwestii najbardziej kluczowych i to dość ogólnie. Gorąco polecam przeczytanie mojej książki „Barcelona z in vitro”, w której bardzo szczegółowo opisuję przygotowania, samą przeprowadzkę oraz życie już na miejscu. Dowiesz się w niej, że nie wszystko potoczyło się po naszej myśli, co z pewnością ułatwi ci odnalezienie się w nowej rzeczywistości i w procesie adaptacji do zmian.


Książkę „Barcelona z in vitro” zakupisz tutaj:



AGNIESZKA ŁUKOMSKA

Finansistka, która straciła głowę dla Barcelony.
Posiada certyfikat CIMA na poziomie menedżerskim
i certyfikat Prince2 Foundation. Pracuje jako Accounting Manager na Europę w międzynarodowej firmie konsultingowej dla branży medyczno-farmaceutycznej.
Agnieszka lubi otaczać się przyjaciółmi i kotami, bo obdarzają ją pozytywną energią. Uwielbia tańczyć, chodzić po górach, czytać książki. W życiu najbardziej ceni bycie sobą. Od 2017 roku mieszka wraz z mężem Mariuszem w Barcelonie, a wszystko zaczęło się od ich wakacyjnego wyjazdu.
Instagram: agnieszka_w_barcelonie


Dodaj komentarz