Co się ze mną dzieje?
Kolejny raz czuję, że płonę. Gniew zaraz wybuchnie i spali wszystko, na co pracowałam i na czym mi zależy. Boje się swojej nieobliczalności. Nie chcę o tym z nikim rozmawiać, bo każdy uzna, że przesadzam. Nie lubię zawracać innym głowy swoją sinusoidą emocji. Już sam fakt rozmowy na temat moich przywarów bardziej mnie wykańcza niż mi pomaga. Przyzwyczaiłam się do walki. Walki o odmienność artystyczną, zrozumienie, trzymanie się swoich przekonań kosztem grubości portfela, szczęście w miłości. Z premedytacją spaliłam za sobą mosty do ciepłej posadki w korporacji. Jak? Pisząc książkę.
Ludzie w moim życiu? Są i ich nie ma. Zostaje niewielu. To trudne. Pamiętam momenty, kiedy zadano mi ciosy, których się nie spodziewałam. Być może teraz zbyt ofensywnie podchodzę do sytuacji, kiedy konflikt jest w zarodku. Bezpardonowo atakuję pierwsza – szczególnie w sytuacjach, kiedy na czymś mi bardzo zależy. Czasami zdarza mi się nie odróżniać zwykłego nieporozumienia od złych intencji. Podniosłam poprzeczkę na szczerość i wymagam wyjaśnień. To już trudne. Chociaż do typowej paranoi z histerią mi daleko (wiem w tym temacie również na co mnie stać), dla innych już mogę być niezwykle barwnym zjawiskiem emocjonalnym.
W połączenie dusz z drugim człowiekiem wchodzę głęboko i z niezwykłą łatwością, lecz często na krótko. Wypalam się w relacjach stawiając na własny indwidualizm. To piękne, ale bolesne doświadczenia, z których wyniosłam mądrość, że człowiek taki jak ja, jest zawsze przede wszystkim samotny.
Nie poprzestałam nigdy na „jestem, jaka jestem”
Próbowałam wielu rzeczy, żeby zrozumieć emocje, które mną kierują.
W pewnym momencie pojawiła mi się myśl, że ten system emocjonalnego zasilania i kierunek nie są przypadkowe. Nie da ich się na siłę zmienić. Można dostosować się do pewnych sytuacji, ludzi – ale tylko na pewien czas. Trzymane zbyt długo pod przykrywką – grożą wybuchem. Dusza każdego człowieka ma swój indywidualny cel, który realizuje poprzez cechy charakteru.
Są Ludzie – Drzewa
Drzewo jest dobrze zorganizowane, kierujące się logiką. Wszystko musi bardzo dobrze zaplanować i denerwuje się, kiedy coś idzie nie tak. Drzewo zawsze szuka okazji do wzrostu i rozwoju. Jego umysł jest ciągle zajęty i zawsze ma coś do zrobienia. Lubi wyzwania, a jego życiu wciąż towarzyszy jakaś akcja, przygoda, ruch.
Znam wiele ludzi drzew i podziwiam. Niestety nie możemy na dłuższą metę egzystować w jednej przestrzeni. Relacja wymaga wyrażnego zaznaczenia granic. Inaczej może dojśc do tragedii.
Są Ludzie – Rzeki
Woda penetruje, wnikliwie bada, poddaje krytyce, szuka wiedzy i zrozumienia. Woda pozostaje zdystansowana, ale jest osobą niezwykle twórczą. Sprawia wrażenie kogoś bardzo spokojnego o stoickim usposobieniu, ma zdolność utrzymywania spokoju i głębokiej refleksji. Szuka prawdy i znaczenia w życiu. W głębi nurtu ludzie – rzeki są uparci, nieustępliwi, patrzący końca. Nie sposób ich ujarzmić, bo koniec końców pokażą swoją siłę i osiągną co zamierzali. Pięknie na nich patrzeć. Są mocni, dostojni, swoją konsekwencją budzą podziw. Lubimy płynąć z nimi.
I są Ludzie – Ognie
Wykazują potencjał twórczy, są intuicyjni z głęboko rozbudowaną empatią. Ogień kocha wszelkie doznania, jest sentymentalny i dramatyczny. Nie interesują go aspekty materialne. Ich emocje mogą zmieniać się w drastycznym tempie. Kiedy nie są podekscytowani, bardzo szybko dopada ich stan pustki i braku nadziei. Ludzie – ognie są pełni miłości, żarliwości, zapału, pasji lecz też niebezpieczni. Z jednej strony ich siła i moc pozwala tworzyć im imperia. Z drugiej, niekontrolowaną iskrą potrafią te imperia spalić, a czasami nawet przy okazji własne korzenie i wszytko co stworzyli.
Ogień zawsze jest samotny. Nie rozrasta się w las. Może go co najwyżej pochłonąć. Marzę o tym, żeby znaleźć swój idealny krajobraz. Odczuwam tęsknotę za tym, żeby zapuścić korzenie, jak drzewo. Może nawet głęboko. Ale jestem ogniem, a życie jest takie nieprzewidywalne, zmienne. Łamie mi serce swoją niestałością i podsuwanym doświadczeniem. Ileż można smakować na przemian szczęścia i goryczy? W swoim życiu ciągnęłam do ognia, nie rozumiałam drzew. Żebym nie wypaliła się aż do rdzenia, w dzieciństwie pilnowała moja mama. Jest wodą.
Nie chodzi o to, żeby dostosowywać się kosztem naszej osobistej wolności. Możemy odejść. Tak jak odchodzą od nas inni. Możemy sprawić, że zmienia się nasz krajobraz. Poprzez doświadczenie i dotknięcie nowego – ewoluują cele lub stają się nieważne na rzecz nowych. Na mój ogień – pomaga jedynie woda. Chociaż tutaj też trzeba uważać – bo zbyt silne starcie może zniszczyć jedno i drugie. Moja córka to ogień, tak jak ja. Bardzo często się u nas pali. Na szczęście mam partnera, który jest wodą z niesłabnącym źródłem zasilania. Czasami wydaje mi się, że oceanem spokojnym.
Fot. Ezo Oneir | Modelka: Urszula Dutkiewicz