SURREALIZM – SYMBOLIKA – METAFORA – PRZENIKANIE ŚWIATÓW
„Imperium Lilith” to bardzo ciężki kaliber emocji. Przypatrujemy się swojemu życiu i zastanawiamy się „Co by było, gdyby…?”. Pomagają nam w tym doświadczeni ludzie, ale również nierealne postacie, które znają odpowiedzi na nasze pytania. Są jak dobre duchy postawione nam na drodze. Łatwo jednak dać się zwieść, bo tam gdzie dobro – tam również czai się zło. Gdzieś między wymiarami i światami równoległymi, do których drzwi otwiera Strażnik Portalu – przestrzeń przemierza Wędrowiec. Byt ten słyszy modlitwy ludzi i spełnia ich życzenia. Co się jednak stanie, jeżeli pod Wędrowca podszyje się Lilith? Demon będący naszym lustrem, żeruje na największych słabościach…
Jeżeli spodziewasz się historii w uporządkowanym schemacie – nie zagłębiaj się w lekturę drugiej części trylogii „Burze na Słońcu”. Jaka zatem jest konstrukcja powieści i skąd pomysł, aby przedstawić to właśnie w taki sposób?
Pod zagadkowymi wydarzeniami, żonglowaniem czasem i przestrzenią – kryje się opowieść o poszukiwaniu miłości, uniwersalnym bólu doświadczania i istnienia.
Ezo Oneir
Od dzieciństwa fascynuje mnie niespójność i symbolika twórczości Davida Lyncha. Tak, od dzieciństwa – bo pierwsze jego filmy poznałam w wieku zaledwie 10 lat. Imperium Lilith to moje Lost Highway i Twin Peaks w jednym. Lynch w filmach pełnych zawiłości i grozy na granicy ludzkiego obłędu, zadaje widzowi pytanie o miejsce człowieka we współczesnym świecie. Obrazem opowiada o ludzkiej walce z wewnętrznymi demonami, które każą wybierać pomiędzy ciemną, a jasną stroną mocy. Nikt nie ucieknie od własnego diabła, który czai się na naszej prywatnej Zagubionej Autostradzie. Nikt, kto nie ma czystych intencji nie wyjdzie z Czarnej Chaty, która zlokalizowana jest w mrocznych lasach Twin Peaks. W „Imperium Lilith” masz do wyboru wiele opcji, które stawia przed Tobą demon. Lilith przedstawiona jest jako wewnętrzne zwierciadło naszych pragnień i tego, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć w celu ich realizacji.
Lilith jest jak Bob z Miasteczka Twin Peaks. Symbolizuje zło, które drzemie w każdym z nas. Różnica pomiędzy światem moim, a Lyncha jest jednak zasadnicza. Lynch ukazuje przemoc fizyczną, trudne do pojęcia okrucieństwo czynione często przez psychopatów o genialnych umysłach. W moim świecie zło zabija słowem, nadużywaniem i płytkością głębokich wyznań. Zabijamy siebie nawzajem cierpieniem, z którym nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. Umieramy przez rany zadane od słów lub przez większość życia leczymy je i staramy się podnieść. Co lepsze? Szybka śmierć, czy życie w poczuciu krzywdy, która nie pozwala nam doceniać rzeczywistości i doznawać szczęścia?
W powieści, która jest kontynuacją „Burz na Słońcu”, Mirka Horst zaprasza Lilith do swojego życia w zamian za spełnioną miłość z Igorem. Ewa odmawia demonowi. Obie bohaterki przypłacają spotkanie z Lilith śmiercią.
Motywem mitycznym pojawiającym się w Twin Peaks jest pierwotne, pozaludzkie zło, pojawiające się pod postacią niewidzialnego, energetycznego pasożyta. Kiedy Leland Palmer wspomina o tym jak poznał Boba jako dziecko, to mówi, że „to był ktoś, kto mnie zaprosił do gry, a ja zaprosiłem jego”. Jest to klasyczne ujęcie mitu wampira, który dobrowolnie zaproszony przychodzi do człowieka. To mit, który pojawia się w kulturze ludzkiej od czasów przedchrześcijańskich i stanowi personifikację zła, któremu człowiek nie jest w stanie się sprzeciwić. David Lynch przejaskrawia obie strony barykady – zło i dobro. Kpi z sielanki groteskowymi scenami i przeciwstawia je z obrazami twardej brutalności.
W „Imperium Lilith” sielanka i letni krajobraz przesączony jest bólem istnienia. Melancholia i żal z powodu utraconych szans wręcz skraplają się na liściach. Ziemia oddycha z trudem, uginając się pod cierpieniem.
Ezo Oneir
Imperium Lilith z premedytacją kpi z zasad logiki. Podstawą dla mnie jest działanie zgodne z intuicją, która w twórczości pozwala łamać utarte schematy. Wbrew pozorom działać według sprawdzonych technik i konstrukcji jest łatwiej. Z drugiej strony poleganie na kreatywności bez patrzenia na to, jak dzieło będzie odebrane przez innych to bardzo ryzykowna zagrywka. Trudności interpretacyjne łatwo podpiąć pod bełkot twórczy. Lynch niejednokrotnie był o to oskarżany, a jednak pomimo tego pozostaje jednym z najbardziej uznanych reżyserów na świecie. Ten fakt daje mi nadzieję, że nie każdy artysta surrealistyczny stanowi dla ogółu jedynie ciekawostkę i alternatywę niezrozumiałego chaosu. Ten świat wbrew pozorom da się odczytać. Czasami trzeba jedynie chęci do przypatrzenia się z większą uważnością, jak w wielowymiarowe obrazy zawierające symbole i podwójne znaczenia.